Odkąd w niebieskich barwach przestał grać Mariusz Śrutwa, nikt nie wybiera koszulki z tym numerem.
To dziwne, bo w większości drużyn "10" jest najbardziej pożądana. - Pamiętam czasy, gdy i pięciu moich zawodników biło się o ten numer - wspomina Duszan Radolsky, trener chorzowskiej drużyny.
Przez lata utarło się, że z "10" gra lider, przywódca zespołu. To numer zarezerwowany dla największych - Pelego, Maradony, a u nas Włodzimierza Lubańskiego i Kazimierza Deyny.
- Jeszcze nie grałem w piłkę, gdy na meczach pytałem ojca: "Kto jest najlepszy na boisku?". "Ten, który strzela najwięcej bramek" - uśmiechał się tata. Nie dawałem jednak za wygraną i dopytywałem się o jego numer. Wtedy pierwszy raz usłyszałem o magicznej dziesiątce. I już wiedziałem, że nie chcę grać z żadnym innym numerem. Tylko z "dychą", bo to numer zarezerwowany dla najlepszych - uśmiecha się Śrutwa.
- Miałem to szczęście, że koledzy nie robili większych problemów. Pamiętam rozmowę z Radkiem Gilewiczem i Romkiem Dąbrowskim. Odpuścili mi i wzięli numery 9 i 11. W Legii Warszawa, gdy nie mogłem grać z "10", to wziąłem "30", czyli jej wielokrotność - dodaje.
Dlaczego więc teraz na Cichej nie ma chętnych na "dychę"? Nowi już wybrali. Piotr Ćwielong wziął "7", Gabor Straka "28", Daniel Feruga "27".
Wydawało się, że z "10" zagra Marcin Nowacki - nowy rozgrywający Ruchu. Ten wybrał jednak "11". - Może im ta "10" ciąży? Teraz, gdy piłkarze mogą wybierać numery nawet do setki, to już mnie nic nie zdziwi. Liczba "76" na koszulce Remigiusza Jezierskiego na początku nawet trochę mnie irytowała, ale skoro czuje się z nią dobrze... to dlaczego nie! - mówi Słowak.
Nowacki: - Piłkarze mówią o "10", że to jest "ciężki numer". Chociaż grałem już z "dychą" w Grodzisku i nie odczuwałem z tego powodu wielkiej presji. W Ruchu od razu zaproponowano mi "11" i tak już zostało.
Z naszych informacji wynika, że niebiescy omijają szerokim łukiem dziesiątkę. Dzieje się tak z szacunku dla... Śrutwy. Gdy ten rozstał się z niebieskimi, starsi piłkarze długo dbali o to, by nikt nie zajął jego szafki. Chociaż Śrutwa nie pojawiał się już w klubie, zawsze czekał też na niego świeżo wyprany sprzęt i oczywiście koszulka z numerem "10". Kiedy któryś z młodych nieśmiało pytał, czy może ubrać akurat tę koszulkę, dostawał burę od starszyzny. Tak więc w sposób zupełnie nieformalny koszulka z "dychą" została w chorzowskiej szatni zastrzeżona!
Potwierdza to Nowacki: - Co tu dużo mówić, Mariusz jest ikoną Ruchu. Jest tyle innych numerów, że nie trzeba od razu pchać się po "10".
W szatni mówi się, że ten zwyczaj potrwa tak długo, dopóki w Ruchu będą grać bliscy koledzy Śrutwy. W klubie nikt bowiem nie myśli o tym, by zastrzec ten numer formalnie.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice