Grafficiarze, którzy są kibicami Ruchu Chorzów, będą mogli malować legalnie. Dostaną ściany i farby.
Na pomysł "niebieskiej akcji" wpadł Ryszard Sadłoń, chorzowski radny, przewodniczący Komisji ds. Kultury i Sportu, który jest zagorzałym kibicem Ruchu. - Wychodziłem kiedyś z domu i zobaczyłem gigantyczny, obskurny napis na elewacji bloku naprzeciwko. Lokatorzy długo starli się o jej odnowienie, a tu taka niespodzianka - mówi Sadłoń.
Rozpoznał klubowe biało-niebieskie barwy. Spotkał się z kibicami Ruchu Chorzów i wspólnie omówili sprawę. - Zgodzili się, że jeżeli władze miasta udostępnią im jakieś powierzchnie, gdzie mogliby namalować graffiti, nie będą już wyżywać się na przypadkowych ścianach - dodaje.
Realizacją pomysłu zajęli się już sami kibice. Na swojej stronie internetowej ogłosili zasady projektu. Żadnych wulgarnych słów ani wyzwisk przeciw innemu klubowi. Autor graffiti sam znajduje ścianę, którą chce pomalować, i robi wstępny szkic rysunku. Najlepszy dostanie nagrodę.
- Mamy już ponad 30 zgłoszeń, a z rozmów z grafficiarzami wynika, że może być ich nawet sto - mówi "Bogas", fan Ruchu, który zajmuje się przyjmowaniem szkiców. - Zwykle malujemy w nocy, w dzień na pewno wyjdą ładniejsze graffiti - śmieje się "Bogas".
Wśród dotychczasowych projektów dominują napisy, większość w klubowych barwach. Zdarzają się kolorowe flagi chorzowskich dzielnic czy sceny z walk na bokserskim ringu. Na jednym wielki buldog szczerzy kły.
Niebawem projekty zostaną przekazane do magistratu, gdzie oceni je m.in. Marek Kopel, prezydent Chorzowa. - Pomysł akcji jest dobry, mam nadzieję, że równie dobre będą same projekty - mówi Kopel.
Władze miasta obiecały pomoc finansową przy zakupie farb i merytoryczną w rozmowach z właścicielami budynków. Kibice zapowiadają, że większość graffiti umieszczą na starych, zniszczonych elewacjach bloków, które należą do chorzowskich spółdzielni mieszkaniowych.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice