Grzegorz Małyska, którego rodzina opiekuje się zegarem od 1939 roku, sądzi, że szwajcarski mechanizm wytrzyma jeszcze najwyżej dziesięć lat.
Sam fakt, że zegar dokładnie odmierza czas w gęstym od zanieczyszczeń śląskim powietrzu od prawie 70 lat, już zadziwia zegarmistrzów. By zrozumieć, jak to możliwe, trzeba zajrzeć do przytulnego mieszkania w Chorzowie Batorym. To właśnie tam, w zielonej drewnianej skrzynce zimuje omega. Po każdym sezonie zegar jest rozkręcany do ostatniej śrubki. Żona pana Grzegorza nie lubi tych dni, żali się, że w domu wszędzie śmierdzi wtedy benzyną. - Inaczej się nie da - rozkłada ręce Małyska. Czyszczenie i smarowanie trybików trwa dwa dni. Małyska odprawia ten zegarmistrzowski rytuał od 13 lat. Wcześniej czynili to jego ojciec i dziad. - Gdy ojca zabrakło, to ręce mi się trzęsły. Niby wiedziałem co i jak, ale i tak wszystko miałem spisane na kartce - uśmiecha się.
W tym roku omega spędzi w zielonej skrzynce dodatkowe tygodnie. Marcowe mecze Ruch ma grać na Stadionie Śląskim, a tam już dla historycznego zegara miejsca nie będzie. - Z jednej strony jestem zadowolony, że mecz z Górnikiem cieszy się takim zainteresowaniem, ale z drugiej odczuwam jednak dyskomfort. Śląski to nie jest moje miejsce. Na Cichej mam swój punkt widzenia - zza bramki, gdzie siedzę na konstrukcji zegara. Cóż jednak zrobić... omega poczeka, aż Ruch wróci na swój stadion. Ale tęskni! - uśmiecha się.
Brak meczów nie oznacza jednak, że omega jest bezrobotna. Gdy do dziadków przyjedzie Paulinka, czteroletnia wnuczka Małysków, zegar robi wtedy za... usypiacz. - Gdy Paulinka nie może zasnąć, wystarczy nakręcić omegę. Miarowe "tik-tak" zaraz przyciska ją do poduszki, a i zegarowi, który nie może przecież tyle czasu bezczynnie leżeć, dobrze robi - wyjaśnia Małyska.
Stacja Discovery Civilization przygotowuje właśnie film o omedze. Ze śledztwa dziennikarzy wynika, że w Polsce - poza chorzowskim - nie przetrwał żaden inny zegar, którymi szwajcarska firma obdarowywała kluby przed II wojną światową. W Chorzowie udało się tego dokonać dzięki Augustynowi Ferdzie - dziadkowi Małyski, który z narażeniem życia ukrył mechanizm przed hitlerowcami.
Dlatego w domu Małysków tak żywo komentowano niedawny tekst "Gazety", w którym Henryk Komander - chorzowski radny - stwierdził, że zegar chodził na Cichej także w czasie wojny. Z naszą redakcją skontaktowało się potem wielu Czytelników, którzy świadczyli, że to nieprawda. Niektóre osoby twierdzą, że Niemcy używali swojego - zupełnie innego - zegara.
- Nie chcę do tego wracać. Prawda jest jedna - ucina Małyska. - Niemcy nie potrafiliby nawet wskazówki do omegi zrobić. Wie pan, jak ona musi być dokładnie wyważona, żeby pociągnął ją kruchy mechanizm?! I to na dodatek z wielką dokładnością! Gdy kiedyś nam się złamała, to kilkunastu specjalistów z Huty Batory odtwarzało jej wymiary i wagę przez wiele dni - tłumaczy.
Małyska, mimo że dba o mechanizm niczym o królewskie insygnia, wie, że zegar nie będzie działał wiecznie. - Może pociągnie jeszcze z 10 lat. Potem nie będzie już jednak taki dokładny... Ruch musi mieć nowy, elektroniczny zegar, a omega powinna być zarezerwowana tylko na najważniejsze mecze, uroczystości. Myślę, że zbliża się dzień, gdy trafi do muzeum. Tak sobie myślę, że Muzeum Śląskie to byłoby dla niej dobre miejsce, ale kto wie, może Izba Pamięci Ruchu powstanie na Cichej? - zastanawia się.
Dodajmy, że Małyska spotkał się niedawno z władzami chorzowskiego MORiS-u, by uzyskać zapewnienie, że omega zyska dodatkową ochronę (przypomnijmy, że podczas jesiennego meczu z Wisłą chuligani obrzucili ją kamieniami). Wcześniej wspominało się, że osłona będzie z pleksi, teraz mówi się jednak o metalowej siatce.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice