Napastnik Ruchu wierzy, że pomimo poważnej kontuzji kolana jeszcze w tym sezonie wybiegnie na boisko.
Przyczyna problemów Jezierskiego nazywa się Krasimir Nikołow Iwanow. 37-letni bramkarz bułgarskiej drużyny Czerno More Warna jednym bezmyślnym zagraniem przekreślił cały trud, jaki Jezierski włożył w przygotowania do sezonu.
Do końca pierwszej połowy sparingu rozgrywanego w tureckim Belek brakowało ledwie kilku minut. Jezierski grał bardzo dobrze, raz za razem nękał obronę drużyny z Warny.
Tym razem uciekł rywalom i przyjął piłkę, stojąc tyłem do bramki, gdy nagle w nogi wjechał mu bezmyślnie brutal z Bułgarii. Jezierski krzyczał z bólu, masażyści zaraz obłożyli mu kolano lodem. Słaby sędzia z Turcji nawet nie odgwizdał faulu, chociaż karny i czerwona kartka dla bramkarza Czerno More były ewidentne.
Iwanow po meczu chciał przeprosić Jezierskiego. - A idź mi stąd! - wygonił go zdenerwowany Mirosław Mosór, dyrektor klubu. Podczas długiej, trwającej 17 godzin, podróży do domu Jezierski cierpiał z bólu.
Po powrocie chory staw kolanowy zaraz zbadano rezonansem magnetycznym. Diagnoza była fatalna - zerwane wiązadła poboczne, uszkodzona łękotka. - Na szczęście krzyżowe wiązadła też są tylko uszkodzone - mówił piłkarz, gdy w poniedziałek rano po kolejnej konsultacji zadzwoniliśmy do niego do szpitala w Piekarach Śląskich. - Nigdy nie miałem tak poważnej kontuzji kolana, dlatego staw jest mocny i może przerwa w treningach nie potrwa długo. Lekarze dają mi nadzieję, że stanie się to już po czterech, sześciu tygodniach - mówi Jezierski.
Czy piłkarz wróci jeszcze do formy przed końcem krótkiej rundy rewanżowej (10 maja)? Jesienią zeszłego roku, gdy Jezierski poważnie uszkodził bark, też początkowo mówiło się, że może już nie wrócić do gry w starym roku. Zawodnik zacisnął jednak zęby, odmówił operacji i po kilku tygodniach - z zaplastrowaną ręką - pojawił się w składzie Ruchu. - Chyba nikt nie lubi być cięty na szpitalnym stole. Jeszcze nigdy nie byłem pod narkozą. Mam nadzieję, że teraz też tego uniknę - wzdycha piłkarz.
- Na razie obejdzie się bez artroskopii. Jeżeli leczenie będzie przebiegać zgodnie z planem to Jezierski może nam jeszcze wiosną pomóc - nie kryje optymizmu Mosór.
- Gdy strzeliło mi to kolano, to dopadł mnie taki dół, że odechciało mi się wszystkiego. Wróciłem jednak do domu, do dzieci i humor też mi wrócił. Teraz w szpitalu patrzę na ludzi, którzy naprawdę cierpią. Czym jest przy ich bólu moje kontuzjowane kolano? - pyta Jezierski.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice