Nie o derbach, a o meczu z Zagłębiem Sosnowiec mają myśleć chorzowscy piłkarze. Jednak jak to zrobić, skoro wokół pełno plakatów i billboardów o "bitwie" z Górnikiem Zabrze.
Ponad trzydzieści billboardów w trzynastu śląskich miastach, tak wygląda jeden z punktów kampanii prowadzonej przez działaczy Ruchu. - Nie tylko chcemy promować sam mecz i nasz klub, ale również cały region - tłumaczy rzecznik prasowy, Danuta Drabik. Niektóre z billboardów zawisły w takich miastach, jak Katowice, a nawet Zabrze! Przypomnijmy, że pierwsi z takim pomysłem wyszli sympatycy Górnika, którzy ze swoich środków wynajęli kilka powierzchni reklamowych w pobliżu stadionu przy Roosevelta. Kibice obu klubów swoją drogą już od stycznia prowadzą akcje plakatowania zakrojoną na niespotykaną skalę. Piłkarze Ruchu mają tymczasem myśleć nie o Górniku, lecz o Zagłębiu Sosnowiec, które będzie ich pierwszym ligowym przeciwnikiem w tym roku. Nacisk na taką filozofię kładzie szkoleniowiec chorzowian, Duszan Radolsky.
Najpierw Sosnowiec
- Nie da się uciec od derbów z Górnikiem, bo to będzie wspaniałe wydarzenie i już się o nim nieustannie mówi. Aczkolwiek najpierw jest wyjazd do Sosnowca, a przecież mecz ten sam się nie wygra. Musimy do niego podejść poważnie, bo choć Zagłębie zamyka tabelę, to jeszcze ma o co grać. Po dwóch, trzech wygranych może wrócić do gry - uczula kolegów kapitan Wojciech Grzyb.
Piotr Ćwielong nikogo nie lekceważy, ale na myśl o 2 marca już zaciera ręce. - Każdy piłkarz chce grać dla jak największej ilości kibiców. Podejrzewałem, że derby to będzie wydarzenie, ale nie spodziewałem się takiego niesamowitego zainteresowania. Będzie to dla niejednego z nas najważniejszy mecz w karierze - uważa "Pepe" przyznając, że w trakcie zgrupowania w Turcji śledzili doniesienia ze Śląska. Informacja, że na miesiąc przed meczem rozeszło się 20 tysięcy biletów od razu wywołała dreszczyk emocji w ich obozie.
Podgrzewanie atmosfery
Nie brak w internecie elementów, które mają podgrzać atmosferę przed starciem na Stadionie Śląskim. Są nimi chociażby krótkie filmy montowane przez sympatyków Górnika i Ruchu. - Oglądaliśmy je z kolegami. Filmik porównujący nas do Spartan był naprawdę dobry. Podobał mi się ten podkład dźwiękowy - przyznaje z uśmiechem Ćwielong. - Nikt nas jednak nie musi dodatkowo mobilizować. Wystarczą słowa trenera - dodaje.
Podobnego zdania jest Remigiusz Jezierski. - Przyznam, że nawet nie oglądałem tych filmów. Uważam, że atmosfera w zespole jest taka, że nie trzeba jej dodatkowo podgrzewać. I dodać trzeba, że wielkie derby derbami, a przed nami mecz z Zagłębiem - tłumaczy doświadczony napastnik, a w jego słowach czuć lekką nutę goryczy. Zanosi się bowiem na to, że 32-latka zabraknie w składzie Ruchu na pierwsze mecze rundy, a może nawet do końca tego sezonu!
Pechowiec na trybunach
Jezierski doznał urazu w ostatnim sparingu rozegranym w Turcji. - Zostałem brutalnie od tyłu sfaulowany przez bramkarza rywali. Odczułem mocny ból. Pech. Kolano zgięło się nie tak jak trzeba... - wzdycha zawodnik, który kontuzji (barku) doznał też na starcie rundy jesiennej. - Nawet się nie cieszyliśmy ze zwycięstwa w tym kontrolnym meczu, bo na wynik 3-0 padł cień kontuzji Remka. Szkoda wielka, bo był w formie - kręci głową Wojciech Grzyb.
O tym, jak poważny jest uraz, Jezierski dowie się po odczycie wyników badań. Wczoraj był w szpitalu w Piekarach Śląskich. Pomyślny scenariusz zakłada, że uszkodzone zostały tylko więzadła poboczne. - One są w stanie zaleczyć się same. Gorzej jeśli coś się stało z więzadłami krzyżowymi. Wówczas potrzebna będzie operacje i tym samym sezon będę miał z głowy - dodaje z smutkiem. Nic dziwnego, że sympatyczny zawodnik nie chce myśleć o meczu z Górnikiem, skoro zamiast wyjść na boisku, przyjdzie mu zasiąść na trybunach...
źródło: Sport