Gdzie można spotkać przyjaciół, których nie widziało się od lat? W Turcji! Wielkie było zdziwienie trenera Duszana Radolskyego, gdy na tureckim pustkowiu w Kundu natknął się na swojego starego znajomego Duszana Uhrina.
Trener, który 12 lat temu poprowadził Czechów do wicemistrzostwa Europy, jest teraz szkoleniowcem gruzińskiego Dynama Tbilisi. - Znamy się od wielu lat. Tak naprawdę to Słowak, urodził się na naszej ziemi [w Nowej Wsi nad Żytawą - przyp. red.] - uśmiecha się Radolsky.
65-letni Uhrin wciąż pracuje w zawodzie, bo to lubi. Pieniędzy ma dość, zarabia między innymi dzięki dobrze prosperującemu sanatorium położonemu nieopodal czeskiego Chebu.
- W Gruzji mam wszystko, czego mi trzeba, a i klimat sprzyja piłkarzom. Sportowa baza Dynama też jest niczego sobie, ale wie pan, czego nam brakuje? Wartościowych sparingpartnerów! Właśnie dlatego jeździmy do Turcji. Jesteśmy tutaj drugi raz z rzędu. Dwanaście dni, cztery sparingi i do Tbilisi wraca lepszy zespół - mówi Uhrin, ale minę ma dość kiepską. - Dostalismy osmiczku Duszanku - żali się Radolskyemu.
Kto tak zlał zespół Uhrina [było 2:8 - przyp. red.]? Nie kto inny jak Werner Liczka i jego (jest tam dyrektorem) Banik Ostrawa.
- Turcja o tej porze roku to supermiejsce. Można się sprawdzić z rywalami z każdej części świata. Gdy byłem tutaj z Groclinem Grodzisk Wielkopolski, to zagraliśmy osiem sparingów, a każdy zespół był z innego kraju. Boiska, odnowa biologiczna, jedzenie - wszystko na wysokim poziomie - chwali Liczka. Warto dodać, że za jego Banikiem przyjechali do Turcji czescy kibice! Podczas meczu z Dynamem ośmiu fanów wywiesiło na płocie flagę i głośno zagrzewało swój zespół do walki. Uhrin pytany o przyczyny tak wysokiej porażki wskazywał na niebo. - Widział pan, jak wiało. To nie była gra w piłkę, tylko walka o utrzymanie się na nogach. Dziwna sprawa, ale nie było w Turcji Ruchu, to i wiatru nie było. To Duszan przywiózł to wietrzysko - żartuje Uhrin.
Takie nieoczekiwane spotkania to ostatnio dla trenera Ruchu codzienność. - Ten hotel to magiczne miejsce, gdzie się nie obrócę, wszędzie znajomi. I to tacy, których nie widziałem od wielu lat - uśmiechał się Słowak, który na hotelowych korytarzach natknął się m.in. na swoich byłych piłkarzy w drużynach z Rumunii i Korei. Na tureckiej riwierze przygotowuje się do sezonu również połowa słowackiej ligi, więc Radolsky co krok spotyka swoich rodaków.
Nie ma dnia, żeby nie rozmawiał z Janem Gabrielem, który tak jak Radolsky pochodzi z Trnavy, ale od wrześnie do maja mieszka w Turcji. Tak zżył się z miejscowymi, że chce tutaj postawić dom. Ten były piłkarz organizuje m.in zgrupowania dla golfistów, a tych - szczególnie w Belek - nie brakuje. Kurort uchodzi bowiem za mekkę golfiarzy. Wzdłuż głównej ulicy miasteczka ciągnie się dołek za dołkiem - łączna długość wszystkich pól to około 14 kilometrów. Gabriel zdradził, że ma teraz pod opieką około 200 golfistów!
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice