Rozmowa z Sebastianem Nowakiem (bramkarzem Ruchu):
- Czy mógłby Pan skomentować dzisiejsze sędziowanie?
- Nie, nie, nie… Nie będę komentował pracy sędziego, ponieważ nie stać mnie na to. Nie uśmiecha nam się jeździć do PZPN-u, a na pewno skończyłoby się to jakąś karą. Nie będę się wypowiadał na ten temat.
- Czy przyjście doświadczonego Edwarda Lorensa może spowodować poprawę w grze?
- Nie mnie to oceniać. My wykonujemy swoją robotę, staramy się grać tak jak trener nam nakazał. Niestety, na boisku nie zawsze to wychodzi.
- Czy myśli Pan, że ostatnia słaba postawa drużyny jest spowodowana Pana ostatnią kontuzją?
- Absolutnie nie. Nie ma ludzi niezastąpionych. W poprzednim meczu wróciłem do bramki i udało mi się zagrać „na zero”. Dzisiaj niestety trzy bramki na własnym boisku i to na pewno boli.
- Z jakim założeniem jedziecie do Radomia?
- Jeździmy po to, aby wygrywać. Tracimy te punkty i gdzieś trzeba ich szukać. Jedziemy do Radomia po zwycięstwo, bo potrzebne są nam te punkty, aby nawiązać kontakt z czołówką tabeli. Ważne żeby wszystko się dobrze skończyło po rundzie jesiennej.
- Czy awans jest jeszcze realny?
- Oczywiście! Do póki piłka w grze to wszystko jest realne. Niestety jest tak, że po stracie punktów „leci się na dół”, ale zwycięstwo daje ponowne nawiązanie walki z najlepszymi.