Chorzowianie ograli kolejnego rywala zza naszej południowej granicy. - Na Słowacji mielibyśmy szansę na mistrzostwo! - żartowali.
To był obrazek niczym z bocznego boiska na Stadionie Śląskim. Odra Wodzisław schodziła z murawy po sparingu, a piłkarze Ruchu już czekali, by ją zająć. Gdyby nie palmy, ośnieżone szczyty masywu Taurus i Turek przepędzający owce obok boiska można byłoby się pomylić.
FC Koszyce to już kolejny zespół ze Słowacji, z którym przyszło zmierzyć się niebieskim. - Graliście ze Slovanem Bratysława? Wygraliście? No to z nami wam tak łatwo nie pójdzie. W lidze jesteśmy przed Slovanem - odgrażali się przed meczem zawodnicy z Koszyc.
Na boisku już jednak tacy buńczuczni nie byli. Marcin Sobczak szybko strzelił dwa gole, czym wprawił w osłupienie trenerów słowackiej drużyny.
Niestety, przy drugim trafieniu Sobczak zderzył się z bramkarzem i chociaż wrócił na boisko, to po chwili poprosił o zmianę. Młody napastnik niebieskich ma boleśnie stłuczone kolano.
- Poszedłem na całość. Nawet nie wiem, czym mnie trafił. Wygląda na stłuczenie. Pewnie jutro się dowiem, czy to coś poważnego - mówił, okładając chory staw lodem. - Dobrze mi się grało, strzeliłem dwa gole, a tu taki pech - kręcił głową.
Pechowców było jednak więcej. Wielkie było zdziwienie Grzegorza Barana, który jeszcze w pierwszej połowie musiał opuścić boisko z powodu dwóch żółtych kartek!
- Co to ma być?! Jakie to były faule? Ledwo go przytrzymałem ręką - denerwował się piłkarz, który wrócił do gry po wyleczeniu zapalenia ucha.
Złość minęła mu dopiero w przerwie. Trener Duszan Radolsky uprosił bowiem ukraińskiego sędziego, by obrońca Ruchu mógł wrócić do gry. - Naprawdę? Jest pan wielki trenerze - dziękował Baran.
Po meczu najszczęśliwszym mieszkańcem Belek był Toni Golem. Chorwat wrócił do gry po ponad dwóch miesiącach przerwy spowodowanej artroskopią stawu skokowego.
- Operację miałem 28 listopada i od tamtej chwili nie grałem. Już się nie mogłem doczekać. Ostatnio noga trochę mnie bolała, była też spuchnięta. Lekarz powiedział jednak, że to normalne i może mi doskwierać nawet przez rok. Jestem szczęśliwy, te 90 minut minęło za szybko! Nawet nie czuję zmęczenia! Może to dlatego, że nie trenowałem ostatnio tak mocno jak koledzy - zastanawiał się Chorwat.
Piłkarze, którzy nie wybiegli na boisko, byli jedną z atrakcji hotelu w Atlantis. Indywidualny trening - przy użyciu wielkich niebieskich piłek - który odbył się na hotelowym korytarzu zadziwił obsługę i gości.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice