"Jak przekonać kibica żeby wrócił na Cichą?" - takie pytanie będzie przez najbliższe dni spędzało sen z powiek wszystkim piłkarzom, trenerom i działaczom Ruchu! Tak katastrofalnej gry, w wykonaniu niebieskich na ul. Cichej nie widziano dawno. To, co wyprawiali zarówno Bizacki jak i Mosór woła o pomstę do nieba!Czy tak ma wyglądać "wielki" powrót Ruchu do ekstraklasy?! Po czwartkowym spotkaniu zapewne żaden kibic nie ma już złudzeń. Niebiescy, po przegranej z Radomiakiem Radom 0:2 będą walczyli... ale o utrzymanie się w II lidze.
:: 54 fotki w galerii z tego spotkania
Czwartkowy mecz przyciągnął na trybuny wielu kibiców. Niestety, fani niebieskich, omamieni szumnymi zapowiedziami odegrania się na Radomiaku za remis ze Szczakowianką, wychodzili ze stadionu rozgoryczeni. Ba! Niektórzy nawet ironicznie klaskali schodzącym do szatni piłkarzom Radomiaka. Z bardzo dobrej strony natomiast pokazali się kibice z tzw. młyna, którzy przez cały mecz, głośno dopingowali swoją drużynę. Całość uwieńczyło odpalenie 2000 zimnych ogni w asyście 60. białych i niebieskich flag. Poza tym, kibice machali 3 wielkimi flagami, co w połączeniu z mniejszymi flagami dawało niezły efekt. Na płocie zawisło pięć fan: "To my naród śląski", "19 Ruch Chorzów 20", "Ultras", "Niebieskie Katowice" oraz "White power".
Dobra postawa cechowała wczoraj tylko kibiców. Nie można tego samego natomiast, powiedzieć o piłkarzach. Brak woli walki, a przede wszystkim brak umiejętności w szeregach niebieskich sprawiły, że to goście z Radomia zyskali cenne 3 punkty. Mecz został rozstrzygnięty w zasadzie już w I połowie. W 19. minucie z akcją wychodził Radomiak. Lewą stroną boiska popędził Adam Bała, który zacentrował piłkę w pole karne. Tam znalazł się niepilnowany przez nikogo Abel Salami, który dopełnił formalności i zdobył pierwszą bramkę dla Radomiaka w tym meczu. Piłkarze Ruchu nie wyciągnęli błędów z wcześniej straconej bramki. W odstępie 11. minut "zieloni" strzelają drugiego gola. Abel Salami, po kardynalnym błędzie chorzowskiej obrony, znalazł się w sytuacji sam na sam z Sebastianem Nowakiem. Nigeryjczyk wykorzystuje prezent niebieskich i ustala wynik meczu na 2:0. Była to 30. minuta spotkania. Ostatni kwadrans I połowy należał do Ruchu. Niebiescy za wszelką cenę chcieli zdobyć przynajmniej jedną bramkę. Udałoby im się to, gdyby w 41 minucie gry, sędzia uznał bramkę strzeloną głową przez Mariusz Śrutwę. Niestety, arbiter dopatrzył się w polu karnym przewinienia na Waldemarze Grzance i tym samym, nie mógł uznać bramki kapitana Ruchu.
Po przerwie liczono na to, że niebiescy się w końcu obudzą i zaczną zdobywać gole. – Miejmy nadzieję, że Ruch strzeli dwie, a najlepiej trzy bramki w drugiej połowie – mówił spiker, Bogdan Kalus. Niestety, druga połowa w wykonaniu chorzowian była jeszcze gorsza od pierwszej. To cud, że w drugiej odsłonie gry nie straciliśmy żadnej bramki. Nieudane pułapki "ofsajdowe" chorzowskich obrońców, a także nieskuteczna gra w ataku Bizackiego i Śrutwy przyprawiała o zawrót głowy każdego kibica. W tym miejscu należy również pochwalić dobrą i konsekwentną grę obronną Radomiaka. W przekroju całego meczu byli zdecydowanie zespołem lepszym. Niebiescy ustępowali im na każdym kroku. Nie dziwi, więc fakt wygwizdania chorzowskich graczy i trenera przez miejscową publiczność.
Piłkarze po raz kolejny rozczarowali, dając tym samym do zrozumienia, że o awansie do I ligi można tylko pomarzyć. Transfery w przerwie zimowej okazały się totalnym niewypałem. Nowo pozyskani gracze wyglądają na wystraszonych; brak u nich jakiegokolwiek zaangażowania. Ponadto należałoby się również zastanowić nad tym, co robili piłkarze podczas przygotowania do sezonu, ponieważ z każdym meczem widać u nich, co raz to więcej braków. W pierś powinni się również uderzyć trenerzy, bo to oni ustalają cykl przygotowań oraz taktykę na mecz. Niewątpliwie w klubie powinno dojść do wielkich zmian. Za niedługo może się bowiem okazać, że trzy gwiazdki, które widnieją na koszulkach piłkarzy będą oznaczać... trzecią ligę.
Strzelcy:
Salami 20' i 31'
Żółte kartki:
Mosór, Śrutwa - Cieciura
Składy:
Ruch: Nowak - Bartos, Mosór, Unierzyski (65' Wawrzyńczok), Smarzyński (46' Kuczma), Błażejewski, Stanford, Stanford, Adamski (46' Ćwielong), Kaczorowski, Bizacki, Śrutwa.
Radomiak: Grzanka - Sadzawicki, Branfiłow, Wachowicz - Brzyski, Cieciura, Rysiewski (88' Barzyński), Kacprzak (80' Michalski), Bała - Mikulenas, Salami (90' Siciak).
Arbiter: Sławomir Berezowski (Opole)
Widzów: 3.500
Konferencja prasowa:
Jerzy Wyrobek (trener Ruchu Chorzów): Mogę ten mecz podsumować bardzo krótko - kolejny raz daliśmy po prostu d... . Nie mogę odmówić moim piłkarzom ambicji i woli walki, ale to było niestety za mało na dobrze poukładany zespół Radomiaka. Rozliczę zawodników z powierzonych zadań. Mam żal szczególnie do nowych piłkarzy, którzy powinni coś wnieść do zespołu, a najwyraźniej spalają się na tym stadionie. Taka jest różnica między zawodnikami jakich sprowadził Radomiak, a jakich ściągnęliśmy my. Jestem doświadczonym trenerem, dlatego zdaję sobie sprawę, że również ja będę rozliczony przez zarząd.Odpowiadam za ten zespół i będę ponosić wszelkie konsekwencje. Musimy szybko zrewidować plany, bo po tym co się stało należy myśleć raczej o tym, żeby nie zająć miejsca Radomiaka na dnie tabeli.
Mieczysław Broniszewski (trener Radomiaka Radom): Sam mecz, w którym nie byliśmy faworytem, był bardzo emocjonujący. Rozegraliśmy dobre spotkanie, nie popełniając większych błędów. Największe niebezpieczeństwo groziło nam po stałych fragmentach gry w wykonaniu Ruchu, szczególnie po rzutach rożnych. My wyprowadzaliśmy natomiast szybkie kontry, które do przerwy były skuteczne. Można było uzyskać jeszcze przynajmniej jedną bramkę, ale moi zawodnicy prowadząc dwiema bramkami nie chcieli się narażać, kontrolowali więc grę. Jesteśmy zadowoleni z tego zwycięstwa, ale jest ono dopiero maleńkim kroczkiem w osiągnięciu naszego celu. Jurek miał na pewno wielki apetyt, mając cztery mecze z rzędu przed własną publicznością, a teraz pozostaje mu już chyba tylko walka o środek tabeli, choć cień szansy na awans jeszcze zostaje.