Piłkarze chorzowskiego Ruchu grają w tym sezonie bardzo nierówno. Już początek rundy jesiennej pokazał, że „Niebiescy” jeśli będą rządzić…, to tylko na własnym boisku. Zaledwie jedno zwycięstwo odniesione we wszystkich meczach wyjazdowych, spowodowało, że kibice głośno zaczęli domagać się zmiany trenera. Szalę goryczy przelała ostatnia „czarna” seria bez wygranej. Zaniepokojony tym faktem zarząd postanowił w końcu uderzyć pięścią w stół. Efekt? W środę zatrudniono w klubie Edwarda Lorensa, który ma pomóc Dariuszowi Fornalakowi i jego drużynie wyjść na wyżyny.
Jeszcze kilka dni temu, po zwolnieniu z pracy w bełchatowskim GKS-ie trenera Mariusza Kurasa, mówiło się o tym, iż jego miejsce zajmie właśnie Edward Lorens. Ostatecznie pomiędzy obiema stronami nie doszło do porozumienia, a kilkadziesiąt godzin później 52-letni szkoleniowiec został pełnomocnikiem zarządu ds. zespołu w klubie z Chorzowa. Czy to oznacza, że Ruch postawił Lorensowi konkretniejszą ofertę? - Nie chodzi o konkretność oferty, lecz o sentyment i przywiązanie. Ruch jest cały czas moim klubem i to niezależnie od tego, czy pracuję tutaj czy gdzieś indziej - wyjaśnia nowy doradca sztabu szkoleniowego, który zaprzeczył jakoby długo zastanawiał się nad ofertą Ruchu: - Tutaj są przecież moi przyjaciele. Oni doszli do wniosku, że przydam się w tym klubie i będę mógł pomóc. Dlaczego więc miałem zwlekać z decyzją?!
Mimo, iż Lorens został zatrudniony na Cichej jako pełnomocnik zarządu ds. szkolenia, wielu kibiców już teraz widziałoby go jako pierwszego trenera drużyny Ruchu. Sam zainteresowany nie zamierza jednak odbierać pracy trenerowi Fornalakowi: – Ja nie przyszedłem tutaj robić problemów Darkowi lub zajmować jego miejsca. Mój cel jest ściśle określony: zamierzam współpracować i pomagać drużynie. Nie ukrywam, że gdy ja zaczynałem trenerkę, to też posiłkowałem się pomocą starszych ode mnie i bardziej doświadczonych ludzi.
Funkcja Lorensa w Ruchu nie oznacza, iż będzie on menedżerem, bo jak sam podkreśla, w Ruchu nie ma tylu środków, aby móc wypełniać jego rolę zgodnie z jego znaczeniem. – Na zachodzie menedżer ma do dyspozycji określoną kwotę pieniędzy i to on decyduje o kupnie i sprzedaży zawodników i buduje zespół. W naszym układzie moja rola ograniczać się będzie do tego, aby drużyna grała lepiej i żeby ten potencjał, który mamy był wykorzystany w stu procentach. Myślę tutaj o zawodnikach i pomocy w realizacji planu organizacyjno-szkoleniowego, który jest nakreślony – wyjaśnił.
Edward Lorens podkreślił jednocześnie, iż poszukiwanie młodych i utalentowanych zawodników z regionu przybierze teraz na sile. Chce on w ten sposób zbudować drużynę na kolejne sezony, które Ruch rozegra jako jeden z zespołów Orange Ekstraklasy. – Musimy stworzyć w Ruchu takie warunki, żeby utrzymać firmę p. Klimka. Bo jego nakład musi jakoś bilansować z zyskami, a tylko awans do ligi wiąże się z dojściem do pieniędzy z puli Canalu +, sponsora ligi. Musimy więc dać z siebie wszystko na boisku, bo tylko dzięki solidności i uporze, stworzymy warunki do awansu. Widać zresztą, że liga jest bardzo wyrównana, bo wszyscy tracą punkty. Śląsk przegrał dwa mecze, Jagiellonia słabo grała na Szczakowiance… Dlatego też są możliwości aby awansować i trzeba te możliwości wykorzystać.
Nowy doradca sztabu szkoleniowego ma jednak świadomość tego, że droga do awansu będzie bardzo wyboista i nie obejdzie się bez sporego nakładu sił. – Problem w tej drużynie polega m.in. na tym, że zawodnicy przechodzą bardzo duże wahania formy. Jako przykład podam Piotra Ćwielonga, który rok temu był bardzo przebojowym zawodnikiem, a teraz ma „dołek”. To potem niestety wszystko wychodzi na boisku. Chcę tym piłkarzom otworzyć oczy, chcę im pomóc, a wierzę, że w ten sposób uda się awansować do Ekstraklasy – zapowiedział pełen entuzjazmu Edward Lorens.