Pod nieobecność starszych zawodników, o sile ataku "Niebieskich" w sparingach stanowi młodziutki duet. Piotr Ćwielong chce i w lidze grać w parze razem z Łukaszem Janoszką.
Szykowano "remont" obrony i pomocy, a tymczasem największe zmiany mogą zimą zajść w ofensywie chorzowskiego Ruchu. Jesienią podstawowy duet napastników tworzyli Martin Fabusz i Remigiusz Jezierski, czyli rówieśnicy (urodzeni w 1976 roku). Słowak z powodu infekcji twarzy nie brał udziału w pierwszej fazie okresu przygotowawczego. Na lekki uraz narzekał też Jezierski. Brak starszych kolegów natychmiast wykorzystali 21-letni Łukasz Janoszka i o rok starszy Piotr Ćwielong. Pierwszy strzelił trzy gole w sparingach, drugi dwa. - Przed rokiem wygryźliśmy starszych kolegów i stworzyliśmy parę napastników. Mam ciche życzenie, aby historia się powtórzyła. Dobrze rozumiemy się z Łukaszem tak na boisku, jak i poza nim - przyznaje z uśmiechem "Pepe".
Zmiany na dobre
Ćwielong czasu spędzonego w Wiśle Kraków nie może uznać za udany. Grał rzadko, a to w przypadku tak młodego zawodnika zawsze krok wstecz. - Gazety piszą, że obłowiliśmy się na polu transferowym. Liczę na takiego Piotra Ćwielonga, ale nie można mówić o nim, jako o doświadczonym piłkarzu. Bo ile rozegrał gier w ekstraklasie? Marcin Nowacki ma ich niewiele ponad setkę - wskazuje Duszan Radolsky.
Słowacki szkoleniowiec to jedna ze zmian, które Ćwielong zastał po powrocie na Cichą. - Inny trener, kilku nowych piłkarzy, to na pewno wyszło zespołowi na lepsze - uważa 22-latek. - Na drugoligowych boiskach byłem często wystawiany na lewym skrzydle. Duszan Radolsky widzi mnie w ataku, co jest mi na rękę. Każdy piłkarz od najmłodszych lat chce przecież strzelać gole. Wystarczyło ledwie kilka tygodni, a już czuję, że odżyłem psychicznie.
Znów z przyjaciółmi
Ćwielong pracował już z kilkoma szkoleniowcami. Na Cichej miał styczność między innymi z Markiem Wleciałowski, a teraz z Radolskim. - Nie można porównać tych dwóch osobowości. Trener Wleciałowski miał swoje zalety, ale i wady. Nie był tak zżyty z piłkarzami, jak Duszan Radolsky. Lubimy Słowaka, bo to nie dość, że świetny szkoleniowiec, to w dodatku dobry człowiek. Na rozmowy z nami poświęca dużo czasu - wyjaśnia Ćwielong.
Piotr zabiegał o powrót z Krakowa do Chorzowa, bo tu razem z narzeczoną i małym synem Kacprem są bliżej rodziny. Poza tym "Pepe" nadal ma w szatni Ruchu dobrych znajomych. - A nawet kilku przyjaciół! - zaznacza. - Bo atmosfera na Cichej zawsze była. Nawet wtedy kiedy nie było prądu, ciepłej wody, to trzymaliśmy się razem. A teraz? Dbają o nią miejscowi, ale nie tylko, bo i taki Michał Pulkowski, nasz przyszywany hanys - dodaje ze śmiechem.
Ćwielong i koledzy przebywają obecnie na zgrupowaniu w Turcji. Kolejny mecz sparingowy rozegrają w sobotę ze słowackim Slovanem Bratysława.
źródło: Sport