Dla Macieja Sadloka ostatnie dni to szalony czas. Rodzina 19-latka nie śpi po nocach, a on samotnie podróżuje po Bliskim Wschodzie.
Pomocnik niebieskich w czwartek przed południem dołączył do chorzowskiej drużyny. Ostatnie dni spędził na zgrupowaniu młodzieżowej reprezentacji Polski, która akurat brała udział w silnie obsadzonym turnieju w Katarze.
Polacy pokazali się w Azji z dobrej strony. Polegli dopiero w finale, gdy musieli uznać wyższość Japończyków 1:6. - Na tym etapie przygotowań do sezonu byli zdecydowani najlepsi. Szybcy, dynamiczni. Dla nas za mocni - przyznał Sadlok.
Powołanie do kadry sprawiło, że 18-latek jest ostatnio na treningach Ruchu tylko gościem. -Wyjechałem w czasie zgrupowania w Wiśle, a wracam w czasie obozu w Belek. Oj szybko się to zmienia - uśmiecha się.
Dla Sadloka dużym przeżyciem była samotna nocna podróż z Doha do Stambułu i dalej do Antalyi i Belek. - Wiem, że mój tata nie spał całą noc. Sam też miał obawy. Koledzy wracali grupą, a ja sam. Na szczęście obyło się bez niespodzianek. Doceniłem też jak to ważne znać język angielski - mówi.
Wraz z przyjazdem Sadloka na szczęście osłabł i wiatr, który tak bardzo doskwierał wczoraj chorzowskiej drużynie. - Słyszałem, że piłka stawała w powietrzu. Już lepiej, żeby padało... W Katarze pogoda była doskonała. 25 stopni, słoneczko i bezwietrznie. Kraj zaskoczył mnie przepychem, a jednocześnie przywiązaniem do tradycji. Jeszcze nigdy nie widziałem kobiety całej odzianej w szaty. Miała tylko małą przerwę na oczy - wspomina Sadlok, który teraz koncentruje się tylko na treningach prowadzonych przez Duszana Radolskyego.
- Ostatnio dużo grałem, więc meczy tak bardzo mi nie brakuje. Inna sprawa, że muszę sobie przypomnieć taktykę Ruchu, bo to jednak nie to samo - zaznaczył. Wraz z przyjazdem Sadloka nastąpiły też małe zmiany w hotelowych pokojach chorzowskiej drużyny. Sadlok zajął bowiem łóżko Jovana Ninkovicia. Piłkarz zatroszczył się jednak o serbskiego kolegę i przyniósł mu do nowego pokoju jego kołdrę.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice