Sparing rozgrywany na tureckiej ziemi to ekstremalne przeżycie, gdy piłka wyleci poza boisko trzeba jej szukać między palmami, a do tego dochodzi paskudny wiatr. Nie! Huraganowe wietrzysko, które urywa głowy.
Sangar Bicikci, student trzeciego roku (specjalność mechanika samochodowa), który oglądał wczorajszy mecz Ruchu, drapiąc się w głowę przyznał, że nie pamięta tak mocnego wiatru na tureckim wybrzeżu. Wielkie zmartwienie chorzowskich piłkarzy zwie się z turecka "ruzgar". Ruzgar był wczoraj bardzo nieprzyjemny i zdradliwy. Wiał z każdej strony, przeszywał po gumki w majtkach, a co gorsza za nic miał wysiłki niebieskich - to on bawił się piłką.
Chorzowianie pojechali rozegrać pierwszy sparing na tureckiej riwierze do mieściny Kundu. Wiodła do niej szosa niczym z koszmaru drogowca - dziura na dziurze, pourywane pobocza... Wokół pełno rozpoczętych budów, gliniane chałupki (obowiązkowo z dwoma czaszami telewizji satelitarnej na koślawych dachach). Podwórka przechodzące w zaniedbane cmentarze. Gdyby nie iskrzące się złotem - dojrzewające akurat - cytryny byłoby szaro i smutno.
Gdy tuż obok drogi ujrzeliśmy kaktusy, a asfalt zamienił się w bitą ziemię, przez chwilę wydawało się, że znalezienie boiska przechodzi możliwości naszego kierowcy.
Ten jednak dobrze znał drogę i po chwili dojrzeliśmy na środku pustkowia... maszty jupiterów! Boiska też się znalazły - i to od razu pięć. Ośrodek należy do rosyjskiego właściciela hotelu Kremlin Palace. To przedziwne miejsce. Na tureckiej ziemi znajdujemy bowiem kawałek Moskwy - jest Plac Czerwony, a na nim cerkiew Wasyla Błogosławionego i budynek Kremla! Wszystko gotowe do przyjęcia gości.
Stan murawy, na której Ruch zagrał sparing z Victorią Pilzno, robi wrażenie. Kompleks ma certyfikat FIFA, a w grudniu służył reprezentacji Polski, która właśnie tutaj zmierzyła się z olimpijską reprezentacją Bośni i Hercegowiny.
Tylko ten cholerny wiatr! W pierwszej połowie Robert Mioduszewski dostawał białej gorączki, próbując wybić piłkę. Bramkarz Ruchu głośno przeklinał, bo futbolówka szybowała wysoko w niebo, by po chwili wrócić mu niemal do rąk. Raz omal sam się nie przelobował, kopiąc piłkę w kierunku bramki rywala!
- To nie jest pogoda dla piłkarzy - kręcił głową Bicikci. - Ale nie martwcie się, tutaj nie zawsze tak wieje. Hava [po turecku pogoda - przyp.] będzie łaskawa i dla was - dodał.
Victoria - szósty zespół czeskiej ekstraklasy - musiała uznać wyższość niebieskich. O wszystkim zadecydowała akcja Marcina Nowackiego i Łukasza Janoszki. Młody napastnik Ruchu oszukał wiatr - uderzył piłkę po ziemi - i tym trafieniem dał swojej drużynie zwycięstwo.
Mecz był szczególnie ważny dla Rafała Grodzickiego, który debiutował w niebieskich barwach. Nowy obrońca nie ma jeszcze koszulki ze swoim nazwiskiem, więc na boisku dostrzegliśmy... Marcina Klaczkę. Zresztą takich fałszywych koszulek było wcześniej, bo "grali" też Lilo, Łudziński czy Sokołowski.
Dodajmy, że na boisko w ogóle nie wybiegli Grzegorz Baran, Martin Fabusz i Toni Golem, którzy dopiero wracają do pełni sił po chorobach i kontuzjach. Na trybunach usiedli też Krzysztof Nykiel i Pavol Balaz - obaj nie zagrają (z powodu kartek) na inauguracji rundy wiosennej, więc trener Radolsky musi dla nich znaleźć zastępców.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice