Łukasz Wesecki (napastnik KSZO):
- Chciałbym pogratulować zdobycia dwóch goli na wagę zwycięstwa.
- Zwykle nie wykorzystuję wielu sytuacji, ale dzisiaj się udało. Strzeliłem dwie bramki i bardzo się cieszę, bo KSZO wygrało już drugi mecz z rzędu. Po dwóch wyjazdach mamy sześć punktów i czego chcieć więcej?
- Przy tej wątpliwej sytuacji, gdzie Pan strzelił w słupek piłka przekroczyła linię?
- Wydawało mi się, że piłka była w bramce. Może sędzia mógł tego nie widzieć, bo był źle ustawiony, ale dobrze, że całe spotkanie zakończyło się szczęśliwie dla nas.
- Spodziewał się Pan trudnego meczu?
- Tak, bo Ruch dobrze gra w piłkę. Wydaje mi się, że lepiej niż Polkowice i zasługuje na miejsce w czołówce tabeli.
- Miał Pan dużo swobody?
- Rzeczywiście przy czterech obrońcach dochodziłem do tych sytuacji. Cieszę, że stwarzałem zagrożenie.
- Przeprowadzka dobrze Panu zrobiła...
- Owszem. Żona w ciąży i chciałbym jej zadedykować te dwie bramki. Spodziewamy się córeczki.
- Czy kontuzja, którą Pan odniósł jest groźna?
- Dostałem koleżeński "kopniak" od kolegi - Marcina Klaczki. Wydaje mi się, że nie chciał. W pewnym momencie poczułem nawet jakby noga była złamana. Pojawił się taki ból nad kostką, jakby coś pękło, ale na szczęście nie. Lekarz przyłożył lód i będzie wszystko ok.
- Zostaje Pan z żoną Marzeną czy wraca Pan do Ostrowca?
- Zapytam trenera, bo coś wolnego chyba będzie. Dawno nie byłem w domu. Chciałbym zostać i pobyć trochę z żoną.
Krzysztof Bizacki (napastnik Ruchu):
- Trudno mi powiedzieć dlaczego dzisiaj przegraliśmy. Napewno mieliśmy mniej szczęścia, moim zdaniem sędzia nie był obiektywny, ale nie chciałbym zrzucać winy na arbitra. Wina jest tylko po naszej stronie, zagraliśmy chyba jedno ze słabszych spotkań w rundzie jesiennej. Trzeba przyznać, że KSZO zagrało bardzo dobry mecz.