Nieoczekiwany zwrot w sprawie Macieja Małkowskiego. Najpierw utalentowany piłkarz miał przenieść się do Ruchu, w czwartek obwieścił, że zostaje w Jastrzębiu, wreszcie okazało się, że może trafić do Polonii Bytom.
Wczoraj GKS Jastrzębie rozegrał sparing z Koroną. Kielczanie na boisku w Świerklanach nie pozostawili podopiecznym Piotra Rzepki złudzeń, kto jest lepszy i pewnie zwyciężyli. Trener Piotr Rzepka przyjął porażkę ze spokojem. - Były w tym meczu momenty, kiedy byliśmy w stanie się utrzymać przy piłce i narzucić swoje warunki. Trzeba się cieszyć, że na tle zespołu z górnej półki ekstraklasy potrafiliśmy pokazać kilka ciekawych, przemyślanych akcji - przyznał szkoleniowiec.
Tak było choćby w 37. minucie, kiedy trójka jastrzębskich pomocników: Michał Chrabąszcz, Mariusz Adaszek oraz Maciej Małkowski, "rozklepała" kielecką obronę i dała swojemu zespołowi prowadzenie. Wokół strzelca bramki - Małkowskiego, przez ostatnie dni było duże zamieszanie i wydaje się, że ten stan może jeszcze chwilę potrwać... Zawodnikowi w czerwcu kończy się kontrakt z Jastrzębiem, ale chciałby zmienić otoczenie jeszcze przed rozpoczęciem rundy wiosennej. Otrzymał ofertę z Ruchu Chorzów, ale w przerwie meczu Małkowski niespodziewanie oznajmił: - W środę kluby zawarły wstępne porozumienie dotyczące transferu. Przed sparingiem zarząd jednak mnie poinformował, że z różnych przyczyn do niego nie dojdzie. Chyba zostanę więc w Jastrzębiu i pomogę kolegom w walce o jak najwyższe miejsce w drugiej lidze. Wszystko to było trochę na wariackich papierach, wszyscy kierowaliśmy się niepotrzebnymi emocjami. Jeśli mój klub mnie potrzebuje, to nie mówię nie.
Prezes GKS-u Joachim Langer wyjaśnił, co było powodem nagłej zmiany decyzji. - Przyczyna jest prosta. Ruch nie przystał na nasze warunki i zwyczajnie je odrzucił. Przecież ja nie puszczę takiego zawodnika za kwotę niższą niż 100 tys. zł [kwota odstępnego za Małkowskiego to 160 tys. zł - przyp. red.]. A dyrektor Mirosław Mosór proponował duuuużo mniejsze pieniądze - stwierdził prezes.
- W tej sytuacji na pewno odejdzie Foszmańczyk. Nie możemy za bardzo obciążać budżetu klubu [zawodnik miał być wypożyczony do Jastrzębia w rozliczeniu za Małkowskiego - przyp. red.] - dodał Langer.
Kilkakrotnie podczas meczu do Langera dzwonił ktoś z Ruchu, ale prezes wyraźnie nie miał ochoty na rozmowę i przekazywał telefon współpracownikom. Kiedy spokojnie obwieścił, że Małkowski zostaje jednak w klubie, otrzymał telefon od prezesa Polonii Bytom. - Cholera, właśnie dzwonił Bartyla i mówi, że ma ciekawą propozycję odnośnie... Małkowskiego! Nie wiem, co robić. Oferuje naprawdę duże pieniądze! Z drugiej strony nie chcę już mącić temu chłopakowi w głowie - mówił kręcąc bezradnie głową.
Inną wersję przedstawia prezes Polonii: - Dzwoniłem do prezesa Jastrzębia z zapytaniem, czy nie wzięliby któregoś z naszych zawodników z listy transferowej. Tymczasem on rzucił pomysł transferu Małkowskiego do Polonii. Odparłem, że to ciekawa propozycja, ale najpierw muszę ją skonsultować z trenerem Probierzem - wyjaśnia Damian Bartyla.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice