Na pierwsze zgrupowanie przed nadchodzącą rundą wiosenną, piłkarze oraz sztab szkoleniowy na czele z
Duszanem Radolskim wybrali się do Wisły. Tradycyjnie już Ruch urzęduje w ośrodku "Kleopatra", należącym do firmy "Reporter" Mariusza Klimka. Z trenerem rozmawialiśmy o tym, czym wszyscy zajmują się na zgrupowaniu, jak ono przebiega, a także o transferach.
Jak ocenia Pan warunku do treningów?
Duszan Radolsky: - Cieszę się, że możemy grać na w miarę normalnym boisku, gdyż w lutym, gdy zacznie się liga, murawy na stadionach mogą wyglądać podobnie. Trenowaliśmy już na sztucznej murawie w Szczyrku, jednak to nie to samo. Owszem, lubię zimę, ale tam wysoko w górach. Wolę by tu na dole była zielona trawa i można się było w spokoju przygotowywać do sezonu.
Korzysta Pan z tego, iż zawodnicy są dla Pana stale dostępni?
- Mam ich do dyspozycji przez 24 godziny na dobę i oczywiście korzystam z tego. Rozmawiamy w 4 oczy, w grupach bądź też z całą drużyną. Mamy pensjonat tylko dla siebie co mnie niezmiernie cieszy. Można powiedzieć, że jesteśmy "królami w swoim królestwie". Personel bardzo się o nas stara i dobrze nas tutaj żywi.
Jak czuja się piłkarze, czy wszyscy są zdrowi?
- O to, jak wszyscy się czują, należy zapytać ich samych. Ja osobiście nie narzekam, codziennie rano ruszam się razem z piłkarzami. Wszyscy obecni tu gracze są zdrowi. Dojechał do nas Janoszka w miejsce Sadloka, który wyjechał do Kataru na zgrupowanie kadry U-19. Nie ma z nami Fabusza przebywającego w szpitalu na Słowacji.
Jak wyglądaja sprawy transferów Straki i Małkowskiego?
- Wciąż czekamy na Gabora Strakę. Artmedia najdalej do czwartku miała nam dać znać jak wygląda sprawa jego przejścia do Ruchu. My jesteśmy bardzo cierpliwi, jednak daliśmy sobie czas do końca tego tygodnia. Potem zrezygnujemy z tego ruchu kadrowego. Nie wiem, czy dołączy do nas Małkowski z Jastrzębia. W każdym transferze biorą udział 2 kluby, zawodnik a także w większości przypadków menedżer. Gdy wszyscy się ze sobą porozumieją i ułoży się to w całość, wtedy dochodzi do transferu. Do tego jest jednak zazwyczaj długa droga. Owszem, Małkowski byłby kolejnym lewo nożnym zawodnikiem w Ruchu, ale ich nie jest nigdy za wiele. Na całym świecie poszukuje się takich graczy, którzy są swego rodzaju "perełkami".
Dotychczasowe transfery Ruchu zadowalają Pana?
- Podczas tej przerwy dołączyło do nas wielu młodych, perspektywicznych zawodników bez ogrania w I lidze. Zawodnik pierwszoligowy to taki, który ma więcej niż 100 meczów w najwyższej klasie rozgrywkowej. A takich jest w Ruchu niestety niezbyt wielu. Dotąd do klubu sprowadzano graczy starszych, teraz ta karta zaczyna się odwracać. Mamy przed sobą poważny cel, jakim jest utrzymanie się w Orange Ekstraklasie. Powalczymy również w Pucharze Polski.
Sprowadzenie Marcina Nowackiego ma rozwiązać problem stałych fragmentów gry w Ruchu?
- Stałe fragmenty to nasza bolączka, którą mamy zamiar wyeliminować. Boisko pokaże, czy Nowacki będzie w stanie je rozwiązać, na co niezwykle liczę. Kolejnymi lewo nożnymi zawodnikami są Balaz i Brzyski, tak więc możemy mieć w tej sytuacji nadmiar bogactwa.
źródło: własne