Wydawało się, że trwająca przerwa zimowa w rozgrywkach polskiej ligi będzie dla Ruchu Chorzów taka sama jak kilka poprzednich. Transferowe spekulacje, nerwowość kibiców obawiających się czy informacje ukazujące się w mediach mają coś wspólnego z prawdą, czy należy je włożyć między bajki. Tymczasem jak grom z jasnego nieba uderzyła w „niebieską” społeczność informacja, że włodarze ich klubu postanowili wkroczyć na giełdę, jako polski pionier w tej dziedzinie. W tym samym czasie finalizowane są kolejne transfery. Czyli odżyła nadzieje na lepsze, dużo lepsze jutro. Ale mimo to nie brakuje pesymistów…
Jest ryzyko, jest… zabawa
Nie ukrywam, że sam mam wątpliwości i obawy przed debiutem giełdowym Ruchu. W Polsce nikt wcześniej nie zdecydował się na taki krok, nawet mające solidne podstawy finansowe "tuzy" polskiej ekstraklasy - Wisła Kraków czy Legia Warszawa. Ale...
1. "Operacja GPW" czyli przygotowania do wprowadzenia SSA z Chorzowa na parkiet nie trwają od tygodnia. Przecież już kilka miesięcy temu działacze Ruchu nieśmiało przebąkiwali o tym, ze w przyszłości zamierzają wejść na giełdę i z pewnością odpowiednio się do tego zdarzenia przygotowali
2. Osobiście ufam włodarzom klubu z Cichej. To ONI postawili Ruch na nogi, wprowadzili go do ekstraklasy (choć tu oczywiście na pierwszy plan wysuwają się piłkarze). Dlatego należy obdarzyć ich kredytem zaufania, by czuli poparcie kibiców a nie wieczne krytykanctwo na każdym kroku.
3. Katarzyna Sobstyl została sprowadzona do Chorzowa przez Mariusza Klimka, z którym współpracowała w firmie Reporter. Postawiono przed nią zadanie aby wyprowadzić klub na finansową prostą. Skoro człowiek, który stworzył prężnie działającą firmę i ustabilizował sytuację w Ruchu rekomenduje p. Sobstyl na tak odpowiedzialną funkcję, trzeba ufać, że jest ona w stanie udźwignąć ciężar odpowiedzialności i spełnić wyznaczone zadania.
4. Być może szeroko komentowaną decyzję wejścia na GPW przyspieszyły bezowocne poszukiwania sponsora strategicznego. Nikt jednak nie powiedział, że zaprzestano zabiegać o inwestora. Dodatkowy zastrzyk gotówki przyda się bez wątpienia, a potencjalny sponsor dzięki ostatnim wydarzeniom może zwrócić uwagę na Ruch i dostrzec w nim spory potencjał.
Gęsior na 5
Transfery jakie w ostatnich dniach przeprowadzili chorzowscy działacze mogą napawać optymizmem. Sprowadzenie Marcina Nowackiego, który przyznaje, że "śląskie powietrze mu służy" wiązało się z zapłaceniem odstępnego. Tym samym jest to pierwsze wzmocnienie Ruchu za gotówkę od paru ładnych lat. Podobnie będzie w przypadku Tomasza Brzyskiego z Korony Kielce, za którego na stół trzeba będzie wyłożyć 150 tys. złotych. Inne zimowe wzmocnienie Niebieskich to Krzysztof Pilarz. Zapewne zaoferowano mu większe pieniądze niż w Wodzisławiu Śląskim, bo trudno przypuszczać, by zamienił tamtejszą Odrę (w której miał pewną pozycję) na Chorzów, gdzie grozi mu "grzanie ławy". Ponadto zainwestowano w młode pokolenie, z czym łączy się nazwiska Marcina Sobczaka oraz Daniela Ferugi i Mateusza Struskiego. A to zapewne nie koniec nabytków…
Jednak moim zdaniem najlepszym transferem Ruchu w ostatnim czasie nie jest żaden z piłkarz, lecz… Dariusz Gęsior. To on w chwili obecnej odpowiada za sprowadzanie nowych graczy i jeśli na dziś dzień rozliczyć go z wykonanej pracy, bez wątpienia winno mu się przyznać szkolną "piątkę".
Misja (nie)wykonalna?
Oprócz przygotowań do giełdowego debiutu i zakontraktowania nowych piłkarzy przed działaczami pozostaje również sprawa karnetów. Przed trwającym sezonem, delikatnie mówiąc, nie spisali się, bo spora część kibiców zdecydowanie zbyt długo czekała na ich otrzymanie. Oby więc tym razem nie zawiedli. Bo przecież jeżeli włodarzy klubu przerasta sprawna sprzedaż karnetów, nieco śmiesznie brzmią ich opowieści o wielkim przedsiębiorstwie "RUCH" i wejściu na GPW. Żeby było jasne - powyższe nie jest moją złośliwością, lecz próbą zwrócenia uwagi na to, by zejść czasem na ziemię i sprostać sprawom teoretycznie błahym.