- Co porabiam? Nic nie porabiam - przyznaje jeden z symboli chorzowskiego Ruchu. Trener Jerzy Wyrobek od wiosny 2006 roku nie może wrócić do zawodu.
W 1989 roku Jerzy Wyrobek i Henryk Wieczorek poprowadzili Ruch Chorzów do mistrzostwa Polski - ostatniego, jaki dotąd zdobył śląski klub. Obaj szkoleniowcy z rocznika 1949 nie pracują teraz w zawodzie. Wieczorek, ówczesny drugi trener niebieskich w połowie lat 90. doszedł do wniosku, że trenerka to zajęcie nie dla niego.
- Żona nalegała, żebym dał już sobie spokój. Pojawiły się kłopoty z nadciśnieniem. Na ławce trenerskiej trzeba się czasem wyładować. Powrzeszczeć, poprzeklinać, a ja tak nie potrafiłem. Poza tym nie dostałem żadnych ofert - tłumaczył w rozmowie z "Gazetą". Wybrał działalność samorządową, jest przewodniczącym Rady Miasta w Chorzowie.
Trenerska kariera Wyrobka trwała dłużej. Do Ruchu wracał parokrotnie, jako trener i menedżer. Zdobył z nim jeszcze nawet Puchar Polski w 1996 roku. Pracował także w innych klubach: Sokole Tychy, Odrze Wodzisław, Zagłębiu Lubin, GKS-ie Bełchatów, Pogoni Szczecin, KSZO Ostrowiec. Z pracy w drugoligowcu z Ostrowca Świętokrzyskiego zrezygnował w maju 2006 roku po porażce z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Odtąd jest bez pracy, żyje z oszczędności.
Dzień Wyrobka od dłuższego czasu wygląda podobnie. - Wstaję, po śniadaniu siadam do komputera i przeglądam wszystko, co dotyczy piłki nożnej. Potem z żoną idziemy na kawę albo do sklepu. O, właśnie mnie pan zastał na zakupach! - wylicza Wyrobek, który z niebieskimi mistrzowskie tytuły zdobywał także jako piłkarz.
Zeszły rok poświecił na leczenie zdrowia. Miał problemy kardiologiczne.
Na początku lat 90. Wyrobek na krótki czas odszedł od futbolu i handlował sprzętem RTV. - Biznes jeszcze raz? Jak najdalej od tego! Znowu zostać menedżerem? Teraz zajmują się tym ludzie z licencjami, więc im to zostawmy - wzbrania się.
O ofertach z klubów piłkarskich nie chce za wiele mówić.
- Coś tam było, ale czasem warto dobrze wypocząć, niż brać się do roboty w klubie, który ma wielkie kłopoty finansowe - tłumaczy Wyrobek. Sam odczuł to na własnej skórze, pracując choćby w Szczecinie, Tychach czy Chorzowie.
Utytułowany szkoleniowiec zdaje sobie jednak sprawę, że o dobrą posadę będzie mu ciężko. Czas nie pracuje na jego korzyść, przeciągająca się nieobecność w środowisku robi swoje.
- Coraz ciężej o pracę w moim zawodzie. Ja już skończyłem 58 lat. Wszyscy chcą teraz młodych, na takich jak ja zapotrzebowanie jest mniejsze - przyznaje. Wyrobek to jednak facet, który rzadko miewa zły humor, zaraz więc dodaje:
- Trzeba żyć nadzieją. Jak jest sezon, chodzę na mecze, jestem ze wszystkim na bieżąco Ciągle mam dużą wiedzę trenerską. Także doświadczenie, jakieś sukcesy. Trzeba będzie w końcu zarobić na emeryturę.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice