Ruchem Chorzów od trzech lat zarządza Sportowa Spółka Akcyjna, a większość udziałów znajduje się w rękach Mariusza Klimka. Chorzowski biznesmen ma głos decydujący przy podejmowaniu każdej decyzji, bo zainwestował w Ruch olbrzymie środki. Czy wejście na giełdę ma być sposobem na odzyskanie tych pieniędzy?
- Nie. Pojawienie się na parkiecie po prostu otwiera przed klubem możliwości dalszego rozwoju, osiągnięcia zakładanych celów sportowych. Nigdy nie byliśmy minimalistami. Jesteśmy ambitnymi ludźmi i równie ambitny jest Ruch Chorzów.
Ile pieniędzy z pierwszej emisji zasili budżet klubu?
- Liczymy na co najmniej 5 milionów zł, a cała kwota trafi do klubowego budżetu. Sadzę, że odniesiemy duży sukces zarówno finansowy, jak również sportowy. Zamierzamy stworzyć drużynę z zawodników, którzy chcą grać w Ruchu, a nie tylko w nim zarabiać. Nie jestem idealistą. Zdaję sobie sprawę, ze piłkarze są najemnikami. My jednak dużą wagę przywiązujemy do tego, żeby udział "najemniczego" zaciągu był jak najmniejszy.
Nie obawia się pan ryzyka? Wisła Kraków i Legia Warszawa nie zdecydowały się na tak ambitny krok...
- Gdybyśmy się bali, to porzucilibyśmy plany związane z giełdą. Na parkiet wchodzi ten, kto chce. Mnie nie interesuje, dlaczego inne kluby zaniechały takiego rozwiązania. Chcemy być pionierami i nimi będziemy! Ruch będzie spółką publiczną. Mamy już inwestorów, chętnych do zakupu akcji.
Dlaczego firma Reporter nie weszła na giełdę, choć miała to uczynić w ubiegłym roku?
- Bo czeka na poprawę koniunktury. Reporter jest firmą, która nie ma potrzeby, aby szybko wejść na giełdę. Nie pracuje z sezonu na sezon, jak klub piłkarski. Specyfika tego sektora jest zupełnie inna niż biznes sportowy.
źródło: Sport
fot. Marcin Miler