Kibice o nich nie mówią, a gazety nie piszą. Kierownicy drużyn piłkarskich są tymczasem barwnymi postaciami i uchodzą za mistrzów w rozwiązywaniu problemów.
Punktualny, rzetelny i potrafiący się odnaleźć w niecodziennych sytuacjach, taki musi być kierownik nie tylko w prężnie rozwijającej się firmie, lecz również w klubie piłkarskim. Nie ma reguły, kto może się nadawać do tej roli, bo przykład kierowników śląskich I-ligowców pokazuje, że mogą nimi być ludzie z różnym wykształceniem, dojrzali, jak również młodzi.
- Kiedy pierwszy raz zostałem zaproszony do szatni Górnika Zabrze, to nie wiedziałem jak się odnosić do takich zawodników jak Piotr Lech i Krzysztof Bukalski. Pewnie per "pan"? - pytałem się w duchu, bo przecież takie osobowości oglądałem dotąd jedynie w telewizji - wspomina z uśmiechem 27-letni Jarosław Barteczko, dziś pełniący funkcję kierownika Ruchu, zaś blisko trzy lata temu stawiający pierwsze kroki w tym fachu na Roosevelta.
27-letni smarkacz
Kierownik w tak młodym wieku, to rzadkość. - Jestem smarkaczem w tym gronie. Nikt nie dał mi jednak odczuć, że tak jest - zaznacza Barteczko, mogący być synem nie jednego kolegi po fachu, a nawet wnukiem Wacława Kruczkowskiego. 75-latek pracujący w Polonii Bytom nadal ma się świetnie! Kiedy razem z drużyną wyjeżdża na obozy, to regularnie, funduje sobie przebieżki - pięć okrążeń wokół boiska, na którym trenują piłkarze.
- Serce bije jak dzwon, jak na swój wiek jestem całkiem sprawny - cieszy się pan Wacław, od zawsze związany z bytomskim klubem. Zaczynał w nim przygodę jako piłkarz, a potem został przez Polonię wysłany na kurs sędziowski i tak zaczęła się jego kariera z gwizdkiem - przez dziesięć lat był rozjemcą na szczeblu I i II ligi. 22 lata pracy w fachu kierownika (nie licząc czteroletniej przerwy), z takim osiągnięciem może się równać jedynie Władysław Kowalik z Odry Wodzisław, który zaczynał 1984 roku w ówczesnym Górniku Knurów. Szlify na salonach zbierał w Górniku Zabrze, podobnie jak wspomniany Jarosław Barteczko.
Kartki liczą wzorowo
Obecnie na ich miejscu zatrudniony jest Jan Zieleźnik, rozpoczynający pracę ze sportowcami od roli trenera odnowy biologicznej w Zgodzie Bielszowice. Po tym jak trafił na Roosevelta i otrzaskał się z piłkarskimi realiami, otrzymał również zadania kierownicze. O czym mowa? Rejestrowanie zawodników, podliczanie kartek, sporządzanie protokołów, organizowanie od początku do końca wyjazdów na obozy i poszczególne mecze, a także w bardzo dużej mierze rozwiązywaniu problemów piłkarzy, takich jak m.in. poszukiwanie mieszkań, czy załatwianie pozwoleń na czasowy pobyt i pracę (w przypadku piłkarzy spoza Unii Europejskiej).
- Najwięcej pracy kosztuje okres przygotowawczy, bo kartki, czy rejestrowanie zawodników to najmniejszy problem - uważa Jan Zieleźnik. Każdy z cytowanych kierowników zapewnia, że jeśli chodzi o kartoniki, jeszcze się nie pomylił. A to nie żarty! Złe podliczenie "żółtek" jednego z zawodników, może kosztować całą drużynę oddanie meczu walkowerem. - Jeśli chodzi o rejestrację, to dramatycznie było tylko za pierwszym razem. Zabierałem się do tego jak pies do jeża, a Marek Koźmiński ściągnął wówczas do Górnika sporą grupę nowych piłkarzy. Dzwoniłem do Śląskiego Związku Piłki Nożnej i błagałem, aby pani do której miałem jechać, została trochę dłużej w pracy - zdradza Barteczko.
"Komórka" niezbędna!
Kierownik musi cieszyć się zaufaniem. Barteczkę wypromował Marek Wleciałowski, który najpierw rzucił "młokosa" na głęboką wodę w Zabrzu, a kiedy został trenerem Ruchu, ściągnął na Cichą, czyli tam gdzie Jarek kibicował, a w trakcie studiów praktykował. - Na początku nieoceniona okazała się pomoc takich ludzi jak Leszek Brzeziński, którzy na piłce zjedli swoje zęby - podkreśla Barteczko, który nim podjął pracę kierownika, poleciał za ocean podszlifować język angielski. - Oj, przydaje się jego znajomość, bo dzięki niej mogę się porozumieć się z zagranicznym zawodnikiem - podkreśla chorzowianin.
O tym, że kierownicy muszą się stale rozwijać, nie trzeba nikogo przekonywać. - Ryszard Wieczorek lubi korzystać z nowinek takich jak laptop i rzutnik, a ja muszę zadbać, aby to wszystko działało - wyjaśnia Jan Zieleźnik. Kiedy zapytaliśmy Władysława Kowalika ile numerów telefonów ma zapisanych w komórce, podrapał się po głowie i odpowiedział, że "dużo, bardzo dużo". Zaskakiwać może zatem, że Wacław Kruczkowski do niedawna nie korzystał z tego dobrodziejstwa techniki. Telefon komórkowy otrzymał wreszcie z klubu. - I tak bym sobie poradził bez tego prezentu - zapewnia pan Wacław.
Marzenie się spełniło
Zakwaterowania przed meczem lub przed obozem nie można załatwiać "na ślepo", dlatego tak cenne okazują się znajomości i solidarność w kręgu kierowników piłkarskich. - Można szukać w internecie, ale to zawsze ryzyko. A tak dzwonię do Łodzi, do Tadeusza Gapińskiego, pracującego w Widzewie odkąd pamiętam, i dostaję namiar, który został już przez niego sprawdzony - opisuje Jarosław Barteczko.
- Lubię mieć dopięte wszystko na ostatni guzik i pewność, że trenerzy i piłkarze będą zadowoleni. Jeśli nie sprawdzę konkretnego miejsca sam, to muszę zyskać opinię, że warto zatrzymać się w tym hotelu. Mieć pewność, że nie zapłacimy w nim 110 zł za jeden obiad, będzie w pobliżu miejsce do rozruchu, odnowa biologiczna - wymienia Jan Zieleźnik, powszechnie lubiany przez piłkarzy. Co jest jednym ze źródeł sympatii? - Kierownik powinien być w dniu meczu osobą wyważoną, która emanuje spokojem, tak aby nie oddziaływać negatywnie na piłkarzy - uważa Jan Zieleźnik, a podobną mantrę wyznają inni pracujący w tym fachu.
Są jednak i wyjątki. - Bywa, że wybucham widząc co się dzieje na boisku - przyznaje Władysław Kowalik, słynący z "ostrych" komentarzy wypowiadanych pod adresem panów z gwizdkami. - Nigdy jednak nie krytykuję ich w obecności obserwatora - zastrzega mrużąc jedno oko.
Wacław Kruczkowski po raz ostatni dał się ponieść emocjom wiosną, ale to nie dziwne, bo mowa o meczu, po którym Polonia zapewniła sobie awans do ekstraklasy. - Bycie I-ligowym kierownikiem było od dawna moim największym marzeniem. Ziściło się, dlatego teraz mogę odpocząć. Decyzja o zrezygnowaniu w czerwcu z piastowanej funkcji jest ostateczna - zapowiada "kierowniczy" nestor.
źródło: Sport