Jest ich coraz więcej. Noszą niebieskie szaliki. Jeżdżą na mecze. Nie boją się tłumu. Na równi z kibicami - mężczyznami na każdym meczu krzyczą: Chorzów, kocham Cię! Tobie oddam serce swe!
"… niedługo słońce wstanie, bój się rozpocznie… "
Czarne włosy, wypielęgnowane paznokcie - na pierwszy rzut oka Kasia wygląda na uczennicę dobrej szkoły, a nie na wymachującego szalikiem kibica. Nie lubi, jak mówi, być grzeczną dziewczynką. Chodzi do liceum. Przygotowuje się do matury. - Najbardziej męczy mnie czytanie lektur z cyklu "Pan Tadeusz" - wyjaśnia chorzowianka. - Czasem jednak trzeba się do nauki przyłożyć.
Pochodzi z tak zwanego dobrego domu: od kiedy pamięta, miała prawie wszystko.- Teraz mam jeszcze więcej prawdziwych przyjaciół - przekonuje 18-letnia dziewczyna. - Przyjaciół, którzy tak jak ja kochają Ruch.
Tata Kasi zawsze uprawiał sport. - Pamiętam jak chodziliśmy na stadion - opowiada fanka Ruchu. - Na mecze. Kupował mi prażony słonecznik w takich tekturowych tytkach. Nigdy nie zapomnę, jak kiedyś nasi strzelili gola a ja podskakiwałam do góry, krzyczałam "hurra!". Zapomniałam o słoneczniku, który wysypał się za koszulę pana siedzącego poniżej mnie.
".. wspólnie się wspieramy. Taka rola brata.. "
Najlepiej wspomina tegoroczny mecz z Legią Warszawa.- To nasz odwieczny wróg - wyjaśnia chorzowianka. - Nikogo nie trzeba było namawiać, żeby na mecz pojechał. Zebraliśmy się na dworcu w Chorzowie Batorym i pojechaliśmy. Mówi, że było ciężko, bo w pociągu był okropny tłok. - Najbardziej bawi mnie zawsze ta cała eskorta policji - mówi Kasia. - Czasem wydaje mi się, że traktują nas jak najgorszych na świecie przestępców. Wiem, że czasem jesteśmy agresywni. Że dla przeciętnego człowieka widok "młyna" jest przerażający. Ale my kochamy ten klub. I jesteśmy w stanie zrobić dla niego wszystko.
Trudno powiedzieć, ile jest takich kobiet, które ramię w ramię z mężczyznami potrafią bronić swojego klubu do upadłego. - Spotykam się z laskami, które kibicują tak jak ja - mówi dziewczyna. - Umawiamy się na mecze. Ostatnio wszystkie zrobiłyśmy sobie na ramieniu dziarę: eRkę, symbol Ruchu.
"… w całej Polsce nielubiami, tacy psychofani… "
Kiedy zadałam pytanie, jak to jest być kobietą-kibicem, powiedziała mi: lepiej mów do mnie kibol. Kobieta-kibic brzmi beznadziejnie. Nie uważa, że bycie "szalikowcem" sprawia że jest mniej kobieca.- Szczerze mówiąc mam gdzieś, co sobie inni myślą na mój temat, kiedy widzą że chodzę na Cichą (na tej ulicy znajduje się stadion Ruchu Chorzów - przyp. red.) - przekonuje Kasia. - Mam gdzieś, bo to moja sprawa, czy się leje po meczach, czy pije browary. Powtarzam, to moja sprawa, jestem dorosła. Najczęściej bywa tak, że niewybredne komentarze padają z ust ludzi, których dzieci zachowują się sto razy gorzej niż ja.
Nie boi się jeździć na mecze do miast, w których kibice Ruchu Chorzów są, delikatnie rzecz ujmując, nielubiani. - Nie boję się, bo nie jestem sama - wyjaśnia. - Na ostatnim meczu w Warszawie było nas prawie 800! Czy wy zdajecie sobie sprawę tego, jaka jest siła takiego tłumu? Każdy, kto choć raz w życiu w takiej grupie osób stał z podniesionym do góry szalikiem i krzyczał: "Jesteśmy z Wami! Niebiescy jesteśmy z Wami!" wie, jakie to jest wspaniałe uczucie. Strasznie wtedy wzrasta adrenalina. Ja się już od tego uzależniłam.
"… gdy honor tracisz, ekipa ci za to pięściami zapłaci… "
Parę razy dostała. Za to, że miała szalik nie w tym kolorze, co trzeba. - Bolało, ale tak bywa - opowiada chorzowianka. - Przecież się nie mogłam rozpłakać. To oczywiste. Broniłam się, ale ona była silniejsza. Była gruba i była o dwadzieścia centymetrów ode mnie wyższa. Nie miałam szans. Ale walczyłam do końca, bo chuligani muszą mieć swój honor.
Na tak zwane ustawki (kibice dwóch skłóconych klubów umawiają się na bijatykę) nie chodzi. Bo to domena mężczyzn. - Zresztą nawet gdybym chciała, chłopcy by mnie nie wzięli - przekonuje Kasia. - Oni nie są tacy, jak wszyscy myślą: agresywni, bezlitośni. O nas dbają. Nie sądzę, by pozwolili na to, żeby stała się nam krzywda.
"… zęby zaciśnij i dalej ramię w ramię… "
Agresja kobiet na stadionach przestaje być czymś nowym. - Tak zwanych pseudokibicek przybywa: jest ich około 20-30 procent w grupie - wyjaśnia Sabina Lorek, dyrektor Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej. - Zazwyczaj są to dziewczyny w wieku od 15 do 21 lat. Z raportów policyjnych wynika, że dziewczyny są bardziej agresywne na stadionie niż mężczyźni. Bo chcą udowodnić, że potrafią być bardziej agresywne niż chłopcy, że stać je na takie zachowania.
Takie zachowania są dowodem na to, jak silnie działa psychologia tłumu.
- W tłumie czują się anonimowo, a tym samym bezkarnie - wyjaśnia Lorek. - Dlatego pozwalają sobie na akty wandalizmu, pobicia. Ale indywidualnie żaden pseudokibic tak by się nie zachował. Wchodzą na stadion w tłumie. Tam mogą odreagować swoje frustracje i emocje. Bo tak naprawdę osoba agresywna jest słaba, bo nie potrafi sobie radzić z problemami.
- Nie zdarzyło się do tej pory, żeby jakaś kobieta została zatrzymana z powodu udziału w ekscesach pseudokibiców - mówi Małgorzata Bilik, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji. - Kobiety są na stadionach, ale jeszcze nie ma z nimi problemu.
" problemy gniemy jak tyczkę… "
Zjawisko "hooligans" dotarło do Polski pod koniec lat 70. Było przejawem buntu przeciwko rzeczywistości PRL-u. Bunt przejawiał się w walkach z milicją obywatelską. Od tego czasu ten ruch ewoluował, pewien sposób wzorując się na tym, co działo się na Zachodzie.- Teraz nie musimy mieć żadnych kompleksów - przekonuje Kasia. - Jesteśmy tak samo oddanymi kibicami jak inni w każdej części świata.
* - śródtytuły są fragmentami utworu napisanego przez kibiców z okazji 20 -lecia tzw. zgody między Ruchem Chorzów i toruńskim Apatorem.
Lubią imponować
Wśród pseudokibicek można wyróżnić dwie grupy – mówi – Sabina Lorek, dyrektor Poradni Psychologiczno- Pedagogicznej. W obu dominuje chęć zaimponowania kolegom.
1) Dziewczyny towarzyszące swoim chłopakom na meczach. Nie interesują się piłką nożną, chcą swoim kolegom dorównać w piciu alkoholu, wulgaryzowaniu, agresji. Noszą dżinsy i bluzy z kapturem.
2) Zadbane, często ubrane w minispódniczki. Na mecze chodzą w grupach trzy-, czteroosobowych. Chodzą tam po to, by poznać nowych chłopców. Nie interesują się sportem.
- Warto dodać, ze są też takie kobiety, które wraz z braćmi, ojcami, kuzynami chodzą na mecze, bo zwyczajnie lubią sport – wyjaśnia Lorek. – Ale takie panie nie są pseudokibickami, bo nie zachowują się agresywnie.
źródło: POLSKA Dziennik Zachodni