Defensywny pomocnik to cel numer jeden na liście życzeń Duszana Radolskiego. Zanosi się na to, że rolę "mrówki" przejmie Tomasz Bandrowski. 23-latek jest na ostatniej prostej, aby zostać piłkarzem "Niebieskich". Działacze Ruchu w minionym tygodniu udali się do Cottbus, aby na miejscu ustalić warunki wykupienia Bandrowskiego. Energie potwierdziło, że doszło do porozumienia. "Dogadaliśmy się. Jeżeli Ruch porozumie się z Tomaszem, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby zimą opuścił Cottbus" - oznajmił na oficjalnej stronie klubu z Bundesligi menedżer Steffen Heidrich.
Najtrudniejsze za nimi
Natomiast Ruch nadal trzyma się swoich zasad i niczego nie potwierdza. - Nie odpowiem na żadne pytanie dotyczące Bandrowskiego, ani innego nazwiska wymienianego na giełdzie wśród naszych ewentualnych nabytków - zaznacza dyrektor Mirosław Mosór.
Nam udało się nieoficjalnie ustalić, że choć początkowo mówiono o wypożyczeniu, to jednak ostatecznie chorzowianie chcą pozyskać Bandrowskiego definitywnie, a bez wyłożenia kasy na stół ta sztuka się nie uda. Mowa przecież o piłkarzu na dorobku, który grał w młodzieżowych reprezentacjach kraju. Na ogół najtrudniejsze negocjacje dotyczące kwoty odstępnego i pensji indywidualnych, ale tym razem poszło całkiem sprawnie. - Mamy znacznie bliżej do końca, niż dalej. Jeśli chodzi o kontrakt indywidualny, zostały do omówienia jedynie szczegóły - nie ukrywa Kazimierz Fliśnik, menedżer piłkarza.
Dziś ostatnie testy medyczne przejdzie też w Chorzowie Daniel Feruga z Gwarka Zabrze.
Turcja zamiast Grecji
Chorzowianie nie koncentrują się wyłącznie na polowaniu. Ostatnio przedłużono o dwa lata kontrakt z kluczowym zawodnikiem zespołu - Grzegorzem Baranem. Szansę powrotu na Cichą dostaną wypożyczeni ostatnio Tomasz Balul (białoruski MTZ Ripo Mińsk) i Rafał Wawrzyńczok (Walka Zabrze). Nie podjęto jeszcze decyzji, czy podobny los spotka Michała Haftkowskiego (ogrywa się w Kolejarzu Stróże) i Marcina Makucha (Kmita Zabierzów).
Ponadto ustalany jest plan przygotowań do rundy wiosennej, co od zawsze było oczkiem w głowie wykładającego największe pieniądze Mariusza Klimka. Przesądzone, że "Niebiescy" odejdą od tradycji i tym razem wylecą nie do Grecji, a na turecką Riwierę. Skąd ta zmiana? - Chodzi przede wszystkim o łatwość nawiązywania kontaktów i różnorodność w wyborze przeciwników do gier kontrolnych. Zmiana klimatu z greckiego na turecki powinna nam dobrze zrobić - uśmiecha się Mirosław Mosór.
źródło: Sport