Jak ocenia pan zakończoną właśnie rundę jesienną?
Wojciech Grzyb: - Zdobyliśmy w tym roku 17 punktów w 17 meczach. Jak na nasze oczekiwania i możliwości to mało. Inna sprawa, że życie pokazało iż te możliwości są co najwyżej średnie, a kilku graczy ekstraklasa wręcz przerosła. Dla mnie samego ta runda była udana, bo jeszcze nigdy w karierze nie strzeliłem aż siedmiu goli. Piłka nożna to jednak sport zespołowy i nawet gdybym w tabeli snajperów dogonił Marka Zieńczuka, a drużyna zajmowała to miejsce w tabeli, które zajmuje, to i tak nie byłbym zadowolony.
Kibice Ruchu ciągle zadają sobie pytanie czy mogło być lepiej?
- Myślę, że mogliśmy prześcignąć Odrę i być o to jedno oczko w tabeli wyżej. Stałoby się tak, gdybyśmy w przedostatnim meczu pokonali Groclin. Nie chcę już do tego wracać, bo sam przyczyniłem się do tej porażki nie wykorzystując w końcówce znakomitej okazji do zdobycia prowadzenia.
Dwa ostatnie spotkania graliście na Stadionie Śląskim. To pomagało czy przeszkadzało drużynie?
- Stadion Śląski jest magicznym miejscem, ale tylko wówczas, gdy wypełni się kompletem widzów. Tak dzieje się na meczach reprezentacji Polski i wówczas atmosfera w Chorzowie jest naprawdę niesamowita. Kiedy jednak zasiada na nim parę tysięcy kibiców, to choćby nie wiem jak zdzierali gardła, to i tak niewiele to daje. Wiosną czeka nas na Śląskim derbowe spotkanie z Górnikiem i mam nadzieję, że wówczas na trybunach wreszcie zasiądzie kilkadziesiąt tysięcy widzów.
źródło: POLSKA Dziennik Zachodni