- Czy można porównać ligę słowacką do polskiej?
- Poziom wyższy jest w Polsce, bo gra jest zdecydowanie szybsza niż w mojej ojczyźnie. Za to u nas szczególną uwagę przykłada się do taktyki. Mnie gra w Polsce bardzo się spodobała. Dobrze się czuję zarówno na boisku, jak i w szatni. Nie miałem problemów z aklimatyzacją.
- Nie gra pan czasami zbyt ostro? Ledwie po dwóch meczach okrzyknięto pana "killerem"!
- Nigdy nie odstawiam nogi, gram na pograniczu faulu, ale czysto. Zresztą trener tego ode mnie wymaga, a jednocześnie naciska, żebyśmy nie gadali z sędziami i gestykulowali.
- Pana forma wyglądała podobnie jak gra całego zespołu...
- Dobrze zaczęliśmy, a potem brakowało po prostu wyników, bo nie graliśmy jakoś źle. A co do mnie, to udało się złapać formę właściwie pod koniec rundy. Na boisku czułem, że z każdym meczem jest co raz lepiej. Na Słowacji mówi się, że "jeśli koniec jest dobry, to wszystko jest dobre". Dlatego tak ważne było pokonanie Cracovii. Możemy się spokojnie przygotować zimą, a ja zawsze byłem optymistą. Sądzę, że przyszły rok będzie lepszym od ostatnich sześciu miesięcy.
- Na Stadionie Śląskim być może zagra za niedługo reprezentacja Słowacji. Czy po ostatnich dobrych meczach odżyły nadzieje na powołanie?
- Powiem tak. Granie na Stadionie Śląskim, to dla mnie duży honor. Cieszę się, że mam taką możliwość, a reprezentacja? Skupiam się na dobrej grze w klubie, bo najpierw trzeba w nim dobrze się prezentować. Kto wie, może mnie selekcjoner dostrzeże...
źródło: Sport
fot. Marcin Miler