W czasie trwającej prawie 20 lat kariery Śrutwa był jednym z tych piłkarzy, którzy byli najczęściej karani za krytykowanie decyzji arbitrów. W pewnym momencie uknuto nawet teorię, że Ruch przegrywa, bo sędziowie odgrywają się na drużynie za jego niewyparzony język. - To była bardzo krzywdząca opinia. Najbardziej bolało mnie to, że powtarzali ją wtedy nawet niektórzy działacze niebieskich - mówi.
Sędzia biegał po stadionie
Z materiałów, jakie zgromadziła wrocławska prokuratura, wynika, że piłkarz wiele razy miał rację, mówiąc, że został okradziony z punktów. Wśród ustawionych meczów znalazło się też spotkanie z Widzewem Łódź z 16 kwietnia 2005. Ruch przegrał 1:3, a z ustaleń prokuratorów wynika, że obserwator Mirosław J. przyjął wtedy 2 tys. zł od sędziego Piotra W. za pomoc w ustawieniu meczu dla Widzewa.
Michał Probierz, wtedy piłkarz łódzkiej drużyny, tak wspominał ten mecz na łamach "Gazety": - Pamiętam tamte wygrane przez nas mecze i nie przypominam sobie, by ktoś nam wtedy pomagał. Kiedy graliśmy z Ruchem, kilka metrów ode mnie Mariusz Śrutwa wyzywał sędziego, słyszałem to, więc nie dziwię się, że dostał czerwoną kartkę. A teraz uważa się tamtą sytuację i tamten mecz za podejrzany - mówił Probierz.
Śrutwa: - Nie chciałem do tego wracać, ale skoro Michał wezwał mnie do tablicy... Mecz był "zrobiony" i każdy, kto był wtedy na boisku, musiał mieć tego świadomość. Już przed spotkaniem sędzia biegał po stadionie i upewniał się, czy kibice mają zgodę i czy na trybunach będzie spokojnie. Potem, gdy wychodziliśmy na drugą połowę, podszedł do trenera Jerzego Wyrobka i spytał, czy już ściągnął z boiska Piotrka Mosóra, bo inaczej Ruch nie skończy meczu w pełnym składzie - wspomina.
Śrutwa zdradza, że gorąco było też w szatni niebieskich. Z jego wypowiedzi wynika, że nie wszystkim piłkarzom Ruchu zależało tego dnia na wygranej. - Mieliśmy do przerwy świetną sytuację. Szliśmy trzech na jednego, gdy jeden z kolegów zamiast do przodu zagrał w bok i zwolnił akcję. W przerwie został w szatni i pojechał do domu - dodaje. Śrutwa nie mówi, o kogo mu chodzi.
Siatkówka w polu karnym
- Jeżeli dla Michała to za mało, to radzę mu zająć się analizą kolejnych spotkań. Także tych, gdy siedział już na ławce trenerskiej - irytuje się Śrutwa. Były piłkarz niebieskich nie chce jednak mówić o szczegółach i nazwiskach. - Nie mam czasu na bieganie po sądach - tłumaczy.
- Najwięcej ustawionych spotkań było w drugiej lidze. Szczególnie w czasach, gdy mecze nie były transmitowane przez telewizję. Krytykowałem wtedy sędziów równo - zresztą nie tylko ja - a oni nawet mnie nie karali, bo wiedzieli, że mam rację. W pewnym momencie zaczęli składać propozycje wprost. Wycwanili się, bo mecze prowadzili tak, że z boku nic nie było widać. Gwizdali dla Ruchu sporne auty, nic nie znaczące faule, by nagle dać rywalowi karnego z kapelusza czy ukarać nas czerwoną kartką.
Pod koniec byli już tak bezczelni, że nie zwracali uwagi na nic. Przykład? Nasz mecz w Gdyni. Piłkarze Arki grają w siatkówkę w polu karnym, kibice się śmieją, a sędzia każe grać dalej...
Nie bałem się o tym mówić, bo byłem niezależny finansowo. Najbardziej cieszę się z tego, że tymi złymi przestali być piłkarze. Bo nie ma się co oszukiwać, że to z nas robiono przez lata sprzedawczyków. Dziś widać jak na dłoni, że interesem kręcili sędziowie, obserwatorzy, działacze... Teraz, gdy w sponsoring angażują się coraz poważniejsze firmy, przekręty na taką skalę stają się niemożliwe. Nikt już nie da pieniędzy na taką zabawę - kończy Śrutwa.
Z relacji "Gazety" z meczu Ruch - Widzew
Gdy sędzia schodził z murawy, co bardziej krewcy kibice zwymyślali go od najgorszych. "Masz szczęście, ch..., że to był mecz przyjaźni [szalikowcy Ruchu i Widzewa darzą się sympatią i stworzyli świetną oprawę spotkania - przyp. red.], bo inaczej żywy byś stąd nie wyjechał" - krzyczeli mu prosto do ucha.
Na konferencji prasowej oburzenia postawą sędziego nie krył też trener Jerzy Wyrobek. Szkoleniowiec Ruchu przytoczył słowa, jakie arbiter miał powiedzieć, gdy drużyny wybiegały na drugą połowę: „Jeżeli nadal będzie grał Mosór, to ja was » wykartkuję «". Sędzia tłumaczył dla odmiany, że wyraził tylko zdziwienie, że trener Wyrobek zmienia trzech zawodników, a nie ma wśród nich Mosóra, który miał na swoim koncie żółtą kartkę.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice