Duszan Radolsky stracił poparcie w oczach kibiców, ale nadal ma zaufanie zwierzchnika. Na razie wszystkie znaki na niebie wskazują, że Mariusz Klimek pozwoli słowackiemu trenerowi na przeprowadzenie zimą "remontu generalnego".
Działacze zrozumieli, że skład personalny, który wywalczył awans do I ligi jest za słaby, aby walczć o wyższe cele, niż tylko utrzymanie. - Musimy oszczędzać pieniążki, bo czy ze mną, czy beze mnie, Ruch wymaga zimą wzmocnień – Duszan Radolsky zaznaczył potrzebę zmian już we wrześniu, jeszcze kiedy drużyna zbierała pochlebne recenzje. Najlepsze dostała za mecz z... Dyskobolią na starcie sezonu. Teraz - paradoksalnie - okazało się, że to zwycięstwo było przekleństwem.
Rozbudzone zostały apetyty chorzowskich kibiców, a szczegółową analizę gry "Niebieskich" wykonali trenerzy innych ligowych klubów. Podstawowy wniosek? Należy za wszelką cenę wyłączyć z gry Martina Fabusza. – Ruch wyraźnie gra stylem naszych południowych sąsiadów - Czechów i Słowaków - na wysokiego napastnika. Na początku sezonu wyglądało to całkiem nieźle, bo chorzowianie grali szybko i pomysłowo. A teraz dochodzi do tego, że gole głową strzela nie Fabusz, a Adrian Sikora.
Coś niedobrego dzieje się z Ruchem – zauważył Piotr Reiss. Napastnik Lecha Poznań wysnuł wnioski oglądając piątkowy mecz z Dyskobolią. Duszan Radolsky zdążył już ocenić możliwości kilku doświadczonych zawodników. Nie zdali egzaminu, dlatego Słowak zamiast na nich, ryzykując, stawia na młodzież, licząc, że plony będzie zbierał w przyszłości.
Skreślony został Grażvydas Mikulenas i zanosi się na to, że litewski napastnik będzie chciał zimą rozwiązać kontrakt. Radolsky kosztem Mikulenasa wyraźnie stawia na Fabusza (jako jedyny, obok Wojciecha Grzyba, wychodził w pierwszych składach wszystkich ligowych potyczek). Były król strzelców nie najlepiej wypada na tle maksymy "napastników rozlicza się ze zdobytych goli", bo w lidze ma ich na swoich koncie ledwie trzy. – Martin wykonuje za to kawał czarnej roboty, co docenia każdy z moich kolegów po fachu. Nie wolno zapominać, że oprócz trzech goli, zaliczył sporo asyst. Ma dobry bilans – broni swojego zawodnika Radolsky.
Osoby blisko związane z klubem zauważyły natomiast, że z uwagi na mieszankę kulturową, ale nie tylko, brakuje więzi wewnątrz zespołu. Do śmiałego zaatakowania bramki Dyskoboli poderwała drużynę dopiero piękna bramka Pavola Balaża.
- Grzyb miał potem wyśmienitą okazję, aby rozstrzygnąć ten mecz na korzyść Ruchu. Nie udało się, a w piłce bywa tak, że to się mści. Nie jednak dlatego chorzowianie przegrali. Po prostu Dyskobolia grała dojrzalej, zaś Ruchowi brakuje charyzmy – ocenił Piotr Reiss. I to chyba powinno bardziej niepokoić niż skuteczność i indywidualne błędy w obronie, co można naprawić na treningach lub pozyskując nowych zawodników...
źródło: Sport