Ze stron internetowych Ruchu Chorzów i GKS-u Katowice patrzy ta sama roześmiana twarz dziecka. Kibice przestają się dzielić, gdy dziecko prosi: "Głosuj na Anioły". Więc
kliknij, w piątek ostatnia szansa!
Dziecko na stronach internetowych to Patrycja, na zdjęciu ma sześć lat i jest w górach na swoich pierwszych wakacjach z Aniołami.
Dom Aniołów Stróżów znajduje się na katowickim Załężu. Patrycja nauczyła się tutaj liter, po szkole wchodziła na obiad, odrabiała lekcje i bawiła się. Przyprowadziła swoich dwóch młodszych braci. Ich tata dużo pracuje, mama, zanim nie znalazła pracy, pomagała wychowawcom Aniołów. Jest tu co robić: gotowanie, sprzątanie, pranie, jak w domu, tyle że dla 60 dzieci.
Brat Patrycji, ten starszy, grałby w piłkę na ulicy. Ale u Aniołów trenują zawodowi piłkarze z "Gieksy", w przyszłym roku mają zacząć też z Ruchu. Narybku tu nigdy nie zabraknie, ani na Bukową w Katowicach, ani na Cichą w Chorzowie.
12 listopada małe Anioły weszły przed meczem na murawę stadionu z piłkarzami "Gieksy". Prosiły kibiców, żeby oddali na nich głosy. Walczą w konkursie o 250 tys. zł. Zwycięzców wybiera społeczeństwo. Wystarczy wejść na www.warto.eu i kliknąć na projekt nr 5 (to nic nie kosztuje) albo za 1,22 zł wysłać SMS-a na nr 7138 o treści: warto5.
Na forum "Gazety" pod artykułem o komitywie Aniołów z "Gieksą" wypowiedzieli się kibice Ruchu. Oto co napisali:
Niebieski II: "Wzywam sympatyków Ruchu do poparcia tych miłych i biednych dzieciaków. Porzućmy animozje i pomóżmy Aniołkom".
Hetman: "To co, że my się różnimy, ale jak trza pomóc, to te różnice ni som takie wichtig!"
Colin: "Moje życie jest Niebieskie, ale bajtle to bajtle, też klikna na wos".
Brat Patrycji mówi: - W sercu mam "Gieksę". Ale jak Ruch idzie za nami, to ja idę za Ruchem.
W piątek Aniołki wprowadzą piłkarzy Ruchu na boisko przed meczem z Groclinem. W piątek też ostatni dzień głosowania, koniec konkursu. Jeśli Dom Aniołów nie wygra, może przestać istnieć.
Patrycja wciąż się tak śmieje, jak na zdjęciu. Ma 12 lat. U Aniołów bierze tylko korepetycje. - Zawsze może tu wrócić, ale teraz niczego więcej od nas nie potrzebuje. Jej rodzina już sobie radzi sama - cieszą się wychowawcy.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice