Nazywa się Paweł Poloczek, ale na Cichej wszyscy mówią do niego Paulek. Na stadionie zna każde źdźbło trawy. Gdyby nie on, Ruch oddałby już niejeden mecz walkowerem...
Gdy zbliżają się zimowa plucha i mrozy, Paulek cierpi. Boisko, o które tak dba, zamienia się w twardą zieloną skorupę lub brunatne bagienko. Bierze się jednak do pracy i kawałek po kawałku odzyskuje murawę dla piłkarzy. We wtorek znowu się udało, a Ruch rozegrał na Cichej mecz Pucharu Ekstraklasy z ŁKS-em Łódź.
Wojciech Todur: Ile lat dba już Pan o boisko na Cichej?
Paweł Poloczek: - A będzie już dziewiętnaście! Dzień w dzień, miesiąc w miesiąc, słońce czy deszcz, ciepło czy mróz (śmiech).
Najprzyjemniej to chyba jest latem?
- Pewnie, że tak. Trawa jest wtedy taka soczyście zielona, pachnie. A teraz? Daj pan spokój! Zimy to ja nie lubię. Człowiek się narobi jak wół, a efektu nie widać.
Jak to nie widać? Przecież piłkarze grają.
- Ano grają, tylko to, po czym biegają, trudno nazwać trawą. Tam, gdzie śnieg zdjęliśmy wcześniej, boisko jest twarde, zmrożone. W innych miejscach - tych dłużej znajdujących się pod śniegiem - z kolei grząskie. Nie wiadomo, co gorsze!
Ale w ogóle to jaka jest ta trawa - dobra czy zła?
- No, teraz to najlepsza nie jest. I to już nawet nie chodzi o zimę. Gra tutaj Ruch, grała też Polonia Bytom. To nie mogło pozostać bez wpływu.
Ile ton śniegu trzeba było usunąć, by Ruch mógł zagrać z ŁKS-em?
- Może kilkanaście? Pracuję na płycie dzień w dzień po osiem, dziesięć godzin, więc trochę się tego nazbierało.
Jaką Pan stosuje metodę?
- Taczką na boisko wjechać się nie da, bo kółka robią dziury. Wiążemy więc sznurami stare banery reklamowe i ładujemy na nie śnieg. Potem się je zsuwa poza linie boczne boiska.
Piłkarze potrafią docenić Pana pracę?
- Wystarczy, że wygrają. To już jest dla mnie radość i nagroda. Gorzej, że gdy przegrywają, często zwalają winę na stan boiska. Tego słuchać nie lubię.
A co Pan czuł ponad rok temu, gdy chuligani - przy okazji konfliktu Marka Wleciałowskiego i Mariusza Śrutwy - napisali na murawie farbą olejną "Nas też chcecie się pozbyć?"?
- A za jedną z bramek wycięli napis „Śrutwa”. Serce mi krwawiło! Chuligani pokalali największą świętość! Równie źle czułem się latem, gdy w czasie opryskiwania boiska środkami chemicznymi popsuła się maszyna i wypaliła na trawie głębokie ścieżki. Pomyślałem wtedy, że na Cichej wylądowało UFO (śmiech).
Kiedy był najgorszy czas dla murawy na Cichej?
- Kilka lat temu, gdy nie było pieniędzy na nic. Czasami nawet na wodę! W porównaniu z tamtymi czasami teraz to jest pierwsza klasa.
A ma Pan swój własny ogródek? Pielęgnuje go Pan jak ten na Cichej?
- Mam działkę, ale nie mam czasu, żeby się nią zająć. Mój ogródek jest na Ruchu.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice