Decyzję o zmianie szkoleniowca Ruchu Chorzów odczytałbym jako sabotaż na wątłym ciele beniaminka. Po bezbramkowym i - co gorsza - bezbarwnym meczu z ŁKS-em Łódź w Chorzowie nie brakuje takich, którzy twierdzą, że czas Duszana Radolskiego dobiegł końca. Słyszałem też o pomyśle, że może warto byłoby dołączyć do kadry trenerskiej kolejnego szkoleniowca... Nie zgadzam się, a argumentów na obronę Radolskiego mam kilka:
1. Krzykacze muszą w końcu zrozumieć, że Ruch jest w tabeli OE tam, gdzie jego miejsce. Niebiescy weszli do ekstraklasy nie dzięki powalającym na ziemię umiejętnościom, tylko solidności. Drugoligowy bilans Ruchu z zespołami, które awansowały razem z nim (Polonia, Jagiellonia i Zagłębie) to raptem jedno zwycięstwo w sześciu spotkaniach! Ruch wygrał drugą ligę, bo regularnie punktował słabszych, a tych w elicie już za wielu nie ma.
2. W meczu z ŁKS-em, kiedy piłkarze brodzili po kostki w błocie, aż prosiło się, by spotkanie spróbować rozstrzygnąć uderzeniem z rzutu wolnego. Cóż jednak z tego, skoro w kadrze Ruchu nie ma dziś żadnego piłkarza, który potrafiłby przymierzyć do siatki nad lub obok muru. Ostatnim, który dokonał tej sztuki, był Grzegorz Bonk, a działo się to 14 miesięcy temu! Zresztą w meczu ze Śląskiem Wrocław Bonk i tak nie uderzał ze stojącej piłki, bowiem lekko zagrał mu ją do boku Piotr Ćwielong.
3. Czy Radolsky jest winien temu, że z 16 rzutów rożnych, które chorzowscy piłkarze wykonywali w meczu z łódzką drużyną, piłka ani razu nie spadła na głowę lub nogę napastnika?! Ruch potrzebuje solidnych wzmocnień w linii pomocy. Kibice psioczą na Michała Pulkowskiego i Grzegorza Bonka. Jak jednak chorzowianie poradzą sobie bez tej dwójki za kilka dni w Białymstoku, gdy Pulkowski będzie pauzował za kartki, a Bonk leczył kontuzję?
4. Kolejny problem, który odbija się na wynikach Ruchu, to boisko, a właściwie brunatnozielona maź, po której biegali ostatnio chorzowscy piłkarze. Dla łodzian, którzy tylko ograniczali się do wybijania piłki, to były wymarzone warunki. Dla Ruchu, który chciał grać w piłkę, to już był wyczyn równy uszczelnieniu okna budyniem.
5. Za Radolskim stoją też piłkarze. Atmosfera w szatni jest dobra, zespół nie jest podzielony. Słowak ma czas dla swoich zawodników, cierpliwie tłumaczy, czego od nich oczekuje. O tym, że przy wyborze składu nie kieruje się sympatiami, tylko dobrem drużyny, najlepiej świadczy fakt, że postawił na Sebastiana Nowaka, mimo że ten podpisał już kontrakt z Górnikiem Zabrze.
6. Poza tym Radolsky to futbolowy pracoholik. W Chorzowie nie ma za wiele do roboty, więc bez reszty poświęca się piłce. Codziennie wykonuje benedyktyńską pracę, analizując słabości i atuty swoich zawodników. Po spotkaniu z ŁKS-em zarzucono mu, że już kilkanaście minut po konferencji prasowej odjechał spod stadionu. Wyjechał, bo chciał zdążyć na transmisję telewizyjną meczu Wisła - Dyskobolia. Tej jesieni jego Ruch zagra z drużyną z Wielkopolski jeszcze dwa razy...
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice