Słowacki trener murem stoi za swoimi zawodnikami. - Czy mogę im powiedzieć: "Panowie nie walczyliście z ŁKS Łódź"? - pyta. Celowe zabiegi psychologiczne trenera nie podobają się kibicom, podobnie jak styl gry i wyniki. Podczas ostatniego meczu Radolsky został mocno zwymyślany. Pozostał jednak niewzruszony. - Mówiłem, że kibice są moimi asystentami. Oni byli zresztą najlepszymi aktorami meczu z ŁKS. Niestety, piłkarze nie wytrzymali presji - uważa.
I chce pan powiedzieć, że przykre słowa kibiców do pana uszu nie dotarły?
Duszan Radolsky: - Naprawdę! Skupiam się na tym, co się rozgrywa na boisku. Przeżywam mecz razem ze swoimi piłkarzami, więc walczę razem z nimi. Mimo, że nie biegam po boisku, mam tętno podobne do nich. Krytyka jest dobra, jeśli jest konstruktywna. Dlaczego ostatnio nie mamy wyników? Bo skuteczności nie da się kupić na targu.
Przyzwyczaił pan, że przychodzi do budynku klubowego jako pierwszy i jako jeden z ostatnich z niego wychodzi. Co się stało, że kilkadziesiąt minut po meczu z ŁKS wsiadł pan do samochodu i udał się do domu...
- Pojechałem pracować! Oglądałem w telewizji transmisję z meczu Wisła - Dyskobolia, chciałem wiedzieć jak grodziszczanie radzą sobie na wyjeździe, bo przecież spotkamy się z nimi jeszcze dwa razy w tym roku. Ale chyba się tłumaczyć nie muszę (śmiech)?
Podkreśla pan, że lubi młodych zawodników. Jeśli starsi zawodzą tak długo, to może trzeba postawić odważniej na „młokosów”?
- Nie chcę im podciąć skrzydeł. Są młodzi, a na zespole ciąży teraz duża presja. Proszę jednak zauważyć, że Łukasz Janoszka gra w coraz większych wymiarach czasu. Maćka Sadloka też zaczynam regularnie wpuszczać na boisko. Oni muszą nabrać doświadczenia, okrzepnąć. Nie tak łatwo przejść z piłki młodzieżowej na I-ligowe boiska.
Martin Fabusz zawsze za to wychodził w lidze w pierwszym składzie. Może warto postawić na przykład na dwóch szybkich zawodników?
- Gdybyśmy strzelili gola z ŁKS, to pewnie nie byłoby tematu. A w tym meczu akurat był Martin potrzebny i to bardzo, bo rywal zamknął się na swoim polu karnym. Niezbędny był silny napastnik, który może się porozpychać z obrońcami, bo miejsca żeby wykorzystać czyjąś szybkość nie było. Dwóch szybkich napastników zdaje egzamin, gdy gra się z kontry.
Niektórzy już pana zwalniają...
- Podchodzę do tego spokojnie, bo wiem jak to bywa w piłce. Każdy trener w jednej ręce ma pióro, a w drugiej trzyma walizkę. „Zające należy liczyć jednak powoli”, tłumacząc na polski robić podsumowania dopiero na koniec rundy. Mam podpisany dwuletni kontrakt i mimo tych ostatnich wyników, nadal jestem optymistą. Nawet AC Milan miał w tym sezonie kryzys, a ja nadal chcę zbudować na Cichej mocną drużynę.
źródło: Sport