Sobotnie spotkanie z beniaminkiem ekstraklasy może okazać się kluczowe dla przyszłych losów klubu z al. Unii. Wygrana sprawi, że łodzianie nie tylko zmniejszą straty do drużyny z Chorzowa, która zajmuje miejsce tuż nad nimi, ale jest szansa, że odzyskają pewność siebie przed trzema spotkaniami ligowymi, które czekają ich jeszcze w tym roku. - Chcemy zdobyć komplet punktów do zakończenia rundy jesiennej. Remisy niewiele nam dają - deklaruje odważnie Zdzisław Kapka, menedżer ŁKS.
Dlatego jeszcze przed spotkaniem w Chorzowie klub chce potwierdzić w zespole 21-letniego Marko Filipovicia, którego już latem polecał menedżer Dragan Popović. Napastnik o bardzo dobrych warunkach fizycznych (ma 190 cm wzrostu) był już w sierpniu na testach w ŁKS, ale trener Wojciech Borecki zrezygnował z pozyskania Serba. Były gracz trzecioligowego Sloga Krajevo ponownie pojawił się na treningach przy al. Unii i ma ogromne szanse, żeby zagrać już w najbliższym meczu łodzian w Chorzowie.
Czy to jednak możliwe? Zgodnie z przepisami Ekstraklasy S.A. klub może zgłosić do rozgrywek 25 piłkarzy. W trakcie ligi można dołączyć do składu zawodników spoza tej listy, ale tylko takich, którzy nie skończyli 23 lat i w tym sezonie nie mieli ważnego kontraktu. - Takie warunki Filipović spełnia - zdradza Kapka.
Jest jednak jeszcze jeden warunek. Żeby zatwierdzić Serba w ŁKS, klub będzie musiał skreślić jednego z dotychczasowych graczy. - Można to zrobić w każdej chwili - wyjaśnia Piotr Bielecki z Ekstraklasy S.A.
Nieoficjalnie wiadomo, że będą to albo Tomasz Rączka, albo Jose Paulo Bezerra. Pierwszy w rundzie jesiennej nie zagrał ani razu w ekstraklasie, a Brazylijczyk ma kłopoty z aklimatyzacją w łódzkim zespole i podobno sam poprosił o rozwiązanie kontraktu.
Ełkaesiakom tak zależy na meczu w Chorzowie, bo Ruch jest ich bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie w lidze. - Myślę, że wygrana na Śląsku powinna dać piłkarzom wiarę we własne możliwości. Wtedy będzie nas stać na zwycięstwa w kolejnych spotkaniach - zapewnia Kapka.
źródło: Gazeta Wyborcza Łódź