Sebastian Nowak i Ireneusz Adamski biorą na siebie winę za gole stracone w stolicy. - Jesteśmy tylko ludźmi. Liczę, że włodarze klubu nie postawią na nas krzyżyka - wzdycha "Adams".
Kiedy popełnia się juniorskie błędy, praca na treningach i skrzętne rozpracowywanie rywala bierze w łeb. „Niebiescy” odkąd awansowali, nie potrafią wyrosnąć z tego kompleksu. Małą tradycją stało się, że co kilka spotkań, któryś z zawodników Ruchu popełni "farfocla". Żniwo zebrała w stolicy Legia. - Biorę na siebie stratę pierwszego gola - Sebastian Nowak bije się w pierś za przepuszczenie strzału z dystansu Edsona. Kiedy chorzowianie otrząsnęli się po tym ciosie, zawodzili napastnicy, a w dodatku fatalne nieporozumienie Nowaka z Ireneuszem Adamskim skończyło się stratą drugiej bramki.
Umiesz liczyć, licz...
- Nieustannie szukam nowych rozwiązań, jeśli chodzi o środek obrony. Niestety zawsze ktoś zawodzi. Nie będę jednak narzekał, bo nadal muszę grać takimi kartami, jakie mam - kręci głową Duszan Radolsky. Adamski w niedzielę w ułamku sekundy zatarł dobre wrażenie, na które pracował przez kilka ostatnich meczów. - Chciałem zastawić piłkę, bo widziałem, że Sebastian Nowak wychodzi z bramki. Nie dogadaliśmy się, ale stratę tego gola biorę na siebie. Na drugi raz po prostu bym opanował piłkę i wybił jak najdalej. Jak to mówią, umiesz liczyć, licz na siebie - przytacza słowa przysłowia podstawowy od roku zawodnik Ruchu.
Dali im szansę
- Niektórzy zawodnicy sprawdzili się w ekstraklasie, dla innych ten szczebel okazuje się za wysoki. Nie wiedzielibyśmy o tym, gdybyśmy zawodnikom, którzy awansowali, nie dali szansy do pokazania się na I-ligowych boiskach - uważa Mariusz Klimek, broniąc letniej polityki transferowej, która ograniczyła się do sprowadzenie tylko kilku zawodników. Zimą zapowiadane są już zakupy, na które przyszykowano pokaźną sakiewkę z pieniędzmi (1,2 mln zł). Potrzebą chwili wydaje się sprowadzenie obrońców. - Jeśli przybędzie nowy konkurent, zapewniam, że nie odpuszczę i będę walczył o miejsce w składzie. Mam przy tym nadzieję, że po tym pechowym meczu z Legią, włodarze klubu nie postawią na nas krzyżyka - nie traci wiary Adamski.
Mikołaje na niebiesko
Ruch - Zagłębie Lubin (2-2)
- Ariel Jakubowski chcąc wybić piłkę, trafił z szesnastu metrów w poprzeczkę... własnej bramki. Goście po chwili z zimną krwią dobili chorzowian.
Ruch - Wisła Kraków (0-3)
- Marcin Klaczka niefortunnie wybija piłkę spod własnej bramki, a Radosław Sobolewski bezpańską piłkę z bliska posyła do bramki.
Lech Poznań - Ruch (6-2)
- Przy stanie 1-1, na boisku leży dwóch zawodników. "Niebiescy" stanęli jak wryci, zaś Piotr Reiss z zimną krwią trafia do siatki.
- Toni Golem skiksował w polu karnym, z czego skrzętnie skorzystał Hernan Rengifo.
Legia Warszawa - Ruch (2-0)
- Edson soczyście uderza z 20 m w środek bramki, lecz Sebastian Nowak przepuścił piłkę pod brzuchem i skapitulował.
- Ireneusz Adamski nie zrozumiał się z Sebastianem Nowakiem. Do akcji wmieszał się Chinyama i odebrał Ruchowi nadzieję na korzystny rezultat.
źródło: Sport