W niedzielny wieczór na stadion przy Łazienkowskiej w Warszawie zawitają piłkarze Ruchu. Cel chorzowian jest jeden - urwać punkty Legii. Murowanym faworytem spotkania są gospodarze, ale czy przypadkiem diabeł nie jest aż taki straszny, jak go malują?
Sezon 2007/08 rozpoczął się od silnego uderzenia "legionistów". Wygrali oni 7 pierwszych meczów, strzelając 16 bramek i tracąc zaledwie jedną! Wielu ekspertów piłkarskich przestrzegało jednak przed zbyt wczesną koronacją Legii na Mistrza Polski. Ich przestrogi ziściły się w 8. kolejce, gdy rozpędzonych warszawiaków powstrzymała Korona Kielce, która zwyciężyła ich na własnym boisku 1:0. Wydawało się, że ta porażka była dla podopiecznych Jana Urbana "wypadkiem przy pracy", bowiem tydzień później w pokonanym polu zostawili wicemistrza Polski z Bełchatowa. Kryzys jednak dopiero nadszedł - kolejne porażki z Lechem Poznań, Odrą Wodzisław Śląski i Wisłą Kraków utworzyły feralną serię, trwającą do dziś.
Jeśli idzie o chorzowian, to wszystko wskazuje, że - używając języka maklerów giełdowych - Ruch "bessę" ma już za sobą. Po premierowych 3 kolejkach ligi, kibice "Niebieskich" mieli powody do zadowolenia. Ich ulubieńcy mieli na koncie 6 punktów i plasowali się w czołówce tabeli. Później jednak nadeszły przegrane z Górnikiem Zabrze, Koroną Kielce oraz remisy z Widzewem Łódź i Zagłębiem Lubin. Wydawało się, że forma zwyżkuje, ale zawodnicy trenera Radolsky’ego doznali dotkliwych porażek 2:6 z Lechem z Poznaniu i Wisłą Kraków u siebie - 0:3. Wszystko wróciło do "normy" w 12. kolejce, kiedy to na Cichej dzięki golom Wojciecha Grzyba i Martina Fabusza Ruch wygrał z Polonią Bytom.
W minionym tygodniu chorzowianie świętowali awans do 1/8 Pucharu Polski, dzięki wyeliminowaniu Widzewa. Do tego samego etapu - po zwycięstwie nad inną łódzką drużyną - ŁKS - zakwalifikowali się również "wojskowi".
Od wielu lat mocną stroną piłkarzy Legii są oddani kibice. Jednak ostatnimi czasy stosunki na linii piłkarze - fani mocno się pogorszyły, a kilka dni temu oliwy do ognia "dolał" kapitan stołecznej drużyny, Aleksandar Vuković. Skrytykował on działania sympatyków zasiadających na popularnej „Żylecie”.
Lider Ruchu, Wojciech Grzyb zauważył: - Występowałem na Łazienkowskiej już kilka razy i doping tamtejszych kibiców zawsze robił wrażenie. Teraz mają swoje problemy i na pewno jest to dla piłkarzy Legii jakiś kłopot. Dla nas większe znaczenie ma to, że będziemy słyszeć swoich kibiców.
Ostatni raz zespoły Ruchu i Legii spotkały się w sezonie 2002/03 właśnie na Łazienkowskiej, padł wówczas remis 3:3.
W zespole z Górnego Śląska zdolni do gry są wszyscy piłkarze. Niepewny swego występu jest jedynie Grzegorz Baran, który odniósł kontuzję we wspomnianej konfrontacji pucharowej z Widzewem. Jakie są szanse popularnego "Owcy" na występ? - Jedzie na mecz, ale o tym czy zagra zadecyduje sam, przed meczem - powiedział nam Łukasz Janoszka.
Nieco inaczej przedstawia się sytuacja kadrowa "wojskowych". Na pewno nie zagra zmagający się od dłuższego czasu z urazem Sebastian Szałachowski. Hiszpan Inaki Astiz Ventura narzekał na ból kolana, jednak w niedzielę najprawdopodobniej wystąpi.
Sędzią głównym meczu będzie Paweł Gil z Lublina. Początek meczu o godz. 17:00.
Przewidywane składy:
Ruch: Nowak - Jakubowski, Baran (Golem), Adamski, Nykiel - Grzyb, Pulkowski, Bonk, Balasz - Jezierski, Fabusz.
Legia: Mucha - Szala, Astiz, Choto, Kiełbowicz - Radović, Ekwueme, Roger, Giza, Edson - Chinyama.
źródło: własne