Rafał miał 15 i pół roku, kiedy Wojciech debiutował w ekstraklasie. Dziś są znaczącymi postaciami obu śląskich beniaminków ekstraklasy. A poza tym ich życie nie kończy się na piłce.
Rafał z Polonii - Budowlaniec
Pewnie gdyby nie oferta z Bytomia, Rafał Grzyb dziś piłkę kopałby tylko dla przyjemności w rodzinnej Małogoszczy i tamtejszej III-ligowej Wiernej. Przeprowadzka na Olimpijską otworzyła mu jednak szansę na karierę futbolową i - na razie - usunęła w cień perspektywę praktykowania w zawodzie "inżyniera budownictwa". Ale papiery i stosowna wiedza jest...
Skąd pomysł na studia dość odległe przecież od piłki?
- W mojej rodzinnej Małogoszczy jedyną szkołą średnią było liceum. A mnie zależało na czymś, co da mi konkretne wykształcenie. Zacząłem więc dojeżdżać do Kielc - jakieś 30 km dziennie - do technikum budowlanego. Niektórzy się dziwili, bo z przedmiotów ścisłych "podchodziła" mi jedynie matematyka. Ale jak już zdałem maturę, postanowiłem kontynuować naukę. I stąd Politechnika Kielecka, i stąd właśnie budownictwo.
Na razie jest tytuł inżyniera...
- A miał być magistra. Rok temu, kiedy moja przeprowadzka do Bytomia zaczęła nabierać realnych kształtów, zdecydowałem się zamienić studia magisterskie na licencjackie. Złożyłem stosowny wniosek w listopadzie 2006 roku, i już w marcu broniłem pracy dyplomej.
Na temat?
- "Osuszanie zawilgoconych ścian budynków". Nie da się ukryć, że temat wybierałem nieskomplikowany, by się z nim szybko uporać. Piłka - po zmianie barw - nie zostawiała mi już specjalnie wiele czasu na naukę. I tak podczas zimowego obozu w Wiśle koledzy trochę się ze mnie podśmiewali, gdy wieczorami rozkładałem podręczniki i zaczynałem "wkuwanie". Oni w tym czasie zazwyczaj grali na Play Station.
Ale dziś ma pan przed nazwiskiem literki "inż."...
- No i mógłbym sobie zaprojektować dom na przykład. Ale już pozwolenia na jego wybudowanie na podstawie takiego planu bym nie dostał. Musiałbym jeszcze dokończyć studia magisterskie, by zyskać potrzebne uprawnienia.
Jest taki plan?
- Na razie... nie, o ile moja przygoda z piłką rozwinie się zgodnie z oczekiwaniami. W tej chwili zapisałem się na kurs instruktora i być może przyszłe życie zwiążę np. z karierą trenerską.
Były w czasie studiów trudne chwile?
- Były. Ze 120 osób, jakie przystąpiły do egzaminu z "wytrzymałości materiałowej", 111 oblało w pierwszym terminie. Ja też. A przyznam, że tak w ogóle to ja... nie lubię się uczyć.
Już wiemy, skąd budownictwo w pana życiu. A piłka?
- Za sprawą taty. Bardzo mnie namawiał, bym spróbował swych sił na boisku. Zresztą mojego brata, Dominika, też. Niestety, ojciec nie doczekał mojego debiutu w I lidze...
Dziś zagra pan m.in. przeciwko Wojciechowi Grzybowi, który w ekstraklasie debiutował 9 lat temu. Co wtedy robił Rafał Grzyb?
- Miałem niespełna 16 lat i... szykowałem się do pierwszego występu w seniorach Wiernej. Pamiętam jak dziś: to była okręgówka i mecz z Końskimi, wygrany przez nas 3:1.
Wojciech z Ruchu - Ekonomista
Dyplom magistra na razie leży w szufladzie i nie otwiera żadnych drzwi, ale już pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość - twierdzi kapitan "Niebieskich", których od zawsze miał zamiłowanie do cyferek i dzięki temu, a także cierpliwości, został ekonomistą.
Kto zasugerował panu, aby nie kończyć nauki na szkole średniej, tylko łączyć edukację na wyższym szczeblu z graniem w piłkę?
- Miałem wewnętrzną świadomość, że warto, lecz największa w tym zasługa mamy. Może nie goniła mnie do nauki, ale uświadomiła, że mam możliwości, więc powinienem się edukować. Na Akademię Ekonomiczną w Katowicach wybrałem się po tym, jak skończyłem dwuletnie studium handlowe. Magisterium kończyłem zaocznie.
Dlaczego wybrał pan akurat ten kierunek?
- Mam ścisły umysł, matematykę zawsze lubiłem bardziej od przedmiotów humanistycznych. Od zawsze lubiłem liczyć. Już w trakcie studiów, wiedząc, że do rozwiązania będzie "test wyboru", liczyłem na pamięć wzrokową i umiejętność łączenia faktów. Bywało jednak i tak, że trzeba było wykonać misję "3 x zet", czyli "zakuć, zdać i zapomnieć".
Uczęszczałeś regularnie na wykłady?
- Nie byłbym studentem, gdybym nie robił uników, ale znacznie częściej byłem obecny, niż opuszczałem zajęcia. Los chciał, że grałem zawsze na Śląsku, dzięki czemu nie musiałem daleko dojeżdżać na uczelnię. Dlatego jeśli byłem na miejscu, nie musiałem wybierać się na wyjazdowy mecz, to siedziałem na wykładach. No i w efekcie poprawek miałem nie wiele.
Czy któryś z wykładowców zorientował się, że jest pan zawodowym piłkarzem?
- Profesor z historii, niestety nie pamiętam nazwiska, interesował się piłką. Z zajęć pewnie by mnie nie zapamiętał, bo z tego przedmiotu byłem ledwie średniakiem, za to kojarzył, że gram w I-ligowym Ruchu Radzionków.
Zdobytą wiedzę już teraz wykorzystuje pan, aby zarabiać na giełdzie...
- O nie! Na razie na giełdzie bawię się, zarabiam drobne kwoty i szczerze mówiąc na razie chyba do tego dołożyłem. Żeby liczyć na profity trzeba codziennie śledzić co się dzieje na parkiecie, robić analizy. Zamiłowaniem do giełdy, podobnie jak do nauki, zaraziła mnie mama, która wdrożyła się w temat jeszcze wtedy, kiedy polska giełda raczkowała. Ja na razie fachowcem nie jestem, a i ryzykantem też nie. Dlatego na razie skupiam się na graniu w piłkę. Mam jeszcze półtoraroczny kontrakt i tyle co najmniej chcę grać.
Dziś przed Ruchem bardzo ważny mecz. Zgadza się pan z tezą, że Rafał Grzyb może ten mecz wygrać, a pan musi?
- Na to wygląda. Co prawda Polonia w tabeli plasuje się wyżej i na naszym obiekcie czuje się ponoć jak u siebie, ale to my jesteśmy prawowitymi gospodarzami. Rafał zatem może, a ja? Oby się po prostu udało!
źródło: Sport