Kilkadziesiąt lat temu Józef Janduda był wyróżniającym się piłkarzem wielkiego wówczas Ruchu Chorzów. W latach 70-tych wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie ucząc młodych chłopców gry w "soccera" walnie przyczynił się do rozwoju tego sportu. Teraz postanowił odwiedzić rodzinne strony. Sentymenty zaprowadziły go na Cichą 6.
Zmieniło się na Ruchu?
Józef Janduda: - Oczywiście! Jeśli chodzi o stadion to zmieniło się praktycznie wszystko. Podobają mi się nawet takie detale jak krzesełka. Ludzie mogą spokojnie siedzieć i oglądać widowisko. Od mojej ostatniej wizyty modernizacji uległo także zaplecze. Wciąż panuje jednak rodzinna atmosfera. No i wysłużony zegar "Omega" trwa, ale o to chyba pretensji mieć nie można.
A sama gra "Niebieskich"?
- Docierały do mnie sygnały o poprzednim sezonie w ich wykonaniu. To był świetny powrót w szeregi najlepszych. Początek obecnego też był niczego sobie. Teraz przyszła poważna zadyszka, ale o pierwszoligową przyszłość klubu jestem spokojny. Zespół trenera Radolsky'ego ma charakter i widać to w walce na boisku.
Poradziliby sobie w Major League Soccer?
- Zawodowa MLS jest ligą nad wyraz przereklamowaną. Amerykanie potrafiliby z polskiej A-klasowej potyczki zrobić show na skalę światową. Podobnie jest z ich ligą piłki nożnej. Dużo hałasu, szumu, wszędzie kamery i flesze a poziom taki jak w naszym kraju, a czasem nawet niższy. Oczywiście są wyjątki! Gra tam przecież Dawid Beckham, świetnie prezentuje się lokalna perełka, czyli Landon Donovan. W przeszłości piłkarską emeryturę w Stanach spędzał sam Stoiczkow.
Polacy mają chyba duży wkład w rozwój piłki nożnej za oceanem.
- To prawda. Powiem nieskromnie, że byłem jednym z pionierów. Poprzez grę w m.in. Vistuli Garfield promowaliśmy ten sport. Wcześniej "soccer" przegrywał z koszykówką, hokejem, futbolem czy też baseballem. Starania - także emigrantów z Polski - zaowocowały organizacją w USA Mundialu 94. Wtedy to rozpoczął się szał na piłkę. W 1996 roku założono wspominaną MLS. Bezcenne okazało się doświadczenie takich piłkarzy jak: Robert Warzycha, Roman Kosecki czy Piotr Nowak. Zwłaszcza ten ostatni jest bardzo ceniony. Jest przecież asystentem selekcjonera pierwszej reprezentacji. A z jakim skutkiem nauczali nasi rodacy? To pokazały Mistrzostwa Świata w 2002 roku oraz Złoty Puchar CONCACAF, w którym Jankesi od wielu lat rządzą i dzielą.
źródło: ASInfo / pilkanozna.pl