Dobra gra piłkarzy chorzowskiego Ruchu w meczu przeciw Zagłębiu Sosnowiec nie odniosła zamierzonego skutku. „Niebiescy” przegrali z rywalem zza Brynicy 1:0, a bramkę do szatni w 45 minucie spotkania strzelił Przemysław Pitry. – Jestem bardzo zadowolony z postawy mojego zespołu w dzisiejszym meczu. Niestety w najmniej oczekiwanym momencie popełniliśmy błąd, który zadecydował o tym, że to właśnie gospodarze wyszli z tego pojedynku zwycięsko – podsumo- wał trener Ruchu, Dariusz Fornalak.
:: 59 zdjęć z meczu Zagłębie - Ruch
Na trybunach zjawiło się ok. 5000 sympatyków Zagłębia. Wśród nich zasiedli również pojedynczy kibice „Niebieskich”, kontuzjowani piłkarze, działacze, a także … były prezes czternastokrotnego mistrza Polski – Krystian Rogala. Nie pojawiła się natomiast zorganizowana grupa sympatyków „Niebieskich”. Już wcześniej było wiadomo, że ze względu na remont sektora dla gości nie zostanie ona wpuszczona na obiekt przy ul. Kresowej.
O tym jak piłkarze traktują spotkania z rywalem zza miedzy mogliśmy się przekonać już w pierwszych minutach meczu. Najpierw żółtą kartkę po starciu z Dawidem Skrzypkiem ujrzał Piotr Ćwielong, a już 5 minut później na tą samą karę zasłużył Marcin Klaczka. „Czysto” piłkę odbierał natomiast Tadeusz Bartnik, który niedopuszczał sosnowiczan pod pole karne.
W 11 minucie meczu Mariusz Śrutwa został sfaulowany przed polem karnym Zagłębia. Do piłki podszedł Grzegorz Bonk, ale piłka po jego strzale odbiła się od jednego z sosnowieckich obrońców i wyszła na rzut rożny. Za chwilę po drugiej stronie boiska groźny strzał z dystansu oddał Tomasz Malinowski, a szarża w polu karnym Hadisa Zubanovica została wyjaśniona przez defensorów Ruchu.
Pierwsza groźna akcja pod bramką Marcina Bębna miała miejsce w 16 minucie meczu. Z prawej strony boiska idealne podanie do Piotra Ćwielonga posłał Tomasz Foszmańczyk. Na nieszczęście młody napastnik nieczysto trafił w piłkę i skończyło się tylko na strachu. Tymczasem coraz śmielej na lewej flance poczynał sobie Jacek Paczkowski, który mocno dawał się we znaki obronie „Niebieskich”.
W 29 minucie meczu kibice Zagłębia już widzieli piłkę w siatce. W pole karne Ruchu prawą stroną wdarł się Arkadiusz Kłoda i zagrał do Przemysława Pitrego. Napastnik Zagłębia głową uderzył w kierunku bramki, lecz piłkę w ostatniej chwili wybił Marcin Klaczka. Kilka minut później Pitry po raz kolejny daje znać o sobie, ale tym razem sytuację wyjaśnia Sebastian Nowak.
„Niebiescy” najlepszą sytuację w całym spotkaniu mieli na dwie minuty przed zakończeniem pierwszej połowy. Wówczas Rafał Wawrzyńczok dojrzał w polu karnym Mariusza Śrutwę. Doświadczony napastnik będąc kilka metrów przed Bębnem posyła jednak piłkę wysoko nad bramką. Niestety jak mówi stare piłkarskie porzekadło: niewykorzystane sytuacje się mszczą. Chwilę później Zagłębie strzela jedyną, jak się później okazało, bramkę w tym meczu. Akcję rozpoczął kapitan zespołu Marcin Lachowski. Zbyt szybko odpuścił mu Rafał Wawrzyńczok, dzięki czemu zawodnik z Sosnowca przedarł się pod pole karne Ruchu. Tam dokładnym podaniem obsłużył Pitrego, a ten mijając jeszcze po drodze Sebastiana Nowaka posyła piłkę do siatki. – Straciliśmy głupią bramkę, ale kiedy ktoś powinien sfaulować taktycznie, to powinien sfaulować, mimo, że to nie jest fair – denerwował się po meczu Mariusz Śrutwa, mając na myśli błąd młodego reprezentanta kraju.
Na drugą połowę piłkarze Ruchu wyszli jeszcze bardziej zmobilizowani. Już pierwsze minuty pokazały, że wynik może jeszcze ulec zmianie. W 47 minucie akcja Bizacki-Śrutwa kończy się niecelnym uderzeniem głową tego drugiego. Chwilę później następuje przebudzenie w szeregach sosnowiczan. Ogrom górnych podań z lewej czy prawej strony ląduje jednak w rękach Sebastiana Nowaka lub głową wybija je na rzut rożny Tadeusz Bartnik.
W 58 minucie meczu Marcin Bęben chroni swój zespół przed utratą bramki. Piotr Ćwielong na 5 metrze podaje piłkę Mariuszowi Śrutwie, a ten z woleja uderza na bramkę Zagłębia. W tym momencie golkiper gospodarzy wykazuje się imponującym refleksem, wybijając piłkę na rzut rożny.
Zagłębie Sosnowiec z czasem oddawało coraz więcej miejsca „Niebieskim”. Niestety podopieczni Dariusza Fornalaka nie potrafili skorzystać z tej niespodzianki, w wyniku czego chorzowski szkoleniowiec zdecydował się przeprowadzić kilka zmian. Na boisku pojawili się Piotr Petasz, Michał Pulkowski i Mateusz Markiewicz, zmieniając kolejno: Ćwielonga, Wawrzyńczoka i Balula. Dobrze dysponowany „Peti” szybko rozruszał lewą stronę boiska, ale mimo tego dalej nie potrafiono znaleźć sposobu na pokonanie bramkarza Zagłębia.
W 78 minucie dogodną sytuację wypracował sobie Tomasz Foszmańczyk, ale na linii strzału stanął Krzysztof Butryn. Od tego momentu na boisku dominowało już tylko Zagłębie. Efektem tego była seria kilku następujących po sobie rzutów rożnych, które sprawiały masę problemów chorzowskiej defensywie. Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie i punkty pozostały w Sosnowcu.
Chorzowianie po ostatnim blamażu w Brzesku zagrali w Sosnowcu bardzo przyzwoicie. Na „plus” zasługuje gra w środku pola, a także w obronie. Żal natomiast nie wykorzystanych sytuacji strzeleckich, w których napastnikom brakuje zimnej krwi, a także i szczęścia. Niemniej jednak widać, że z tego kolektywu może się coś więcej zrodzić. Mamy nadzieję, że nie jest to tylko efekt czwartkowej decyzji Wydziału Dyscypliny…
Konferencja prasowa:
Dariusz Fornalak (trener Ruchu Chorzów):
- Jako kibic wolałbym grać tak jak w meczu z ŁKS-em i mieć 3 punkty, ale jako trener jestem bardzo zadowolony z postawy mojego zespołu w dzisiejszym meczu. Zagraliśmy dobry mecz. Założenia taktyczne, które sobie założyliśmy, zostały zrealizowane. Niestety piłka jest tak przewrotna. Niestety w najmniej oczekiwanym momencie popełniliśmy błąd, który zadecydował o tym, że to właśnie gospodarze wyszli z tego pojedynku zwycięsko.
Krzysztof Tochel (trener Zagłębia Sosnowiec):
- Przyznam, że Ruch zaskoczył mnie grą, bardzo dobrym ustawieniem. „Niebiescy” grali otwarcie i agresywnie. Po przegranej na Widzewie, powiedzieliśmy sobie, że musimy powrócić do naszego brzydkiego stylu. W taki sposób wcześniej graliśmy i wychodziliśmy zwycięską ręką. To ja odpowiadam za taką grę i to ja kazałem mojemu zespołowi tak grać w II połowie. Mieliśmy wycofać się na własną połowę i grać z kontry. Jest 1:0. To kibice chcą punktów i co jest piękniejsze: 5:2 po przyjemniejszej dla oka grze czy 1:0 po trochę brzydszej grze?
Pomeczowe wypowiedzi:
Mariusz Śrutwa (napastnik Ruchu):
- Z przebiegu spotkania byliśmy na pewno zespołem lepszym. W zasadzie jeden błąd zdecydował, że przegraliśmy. Straciliśmy po prostu głupią bramkę, ale kiedy ktoś powinien sfaulować taktycznie, to powinien sfaulować, mimo, że to nie jest fair. Nam tego nie odpuszczali. Przegraliśmy też z kilku innych powodów, bo kilka piłek powinniśmy sobie lepiej dograć. Z kilku sytuacji też powinny paść bramki, ale cóż… Nie mamy szczęścia. Może znowu będę winien? Bo najczęściej jest tak, że jak ja mam sytuacje to i tak jestem winien. Niektórzy nie potrafią podać piłki na dwa metry, ale to gdzieś przechodzi. No, trudno. Takie jest życie. Ja mogę się do tego przyznać. Miałem jedną sytuację. Nie trafiłem z woleja, ale nie była to nasza jedyna sytuacja. Uważam, że zagraliśmy dobrze taktycznie, bo myślę, że Zagłębie nie zagroziło naszej bramce. To my kontrolowaliśmy przebieg meczu. Szkoda, że nie strzeliliśmy bramki, bo Sosnowiec zdobył ją w zasadzie z jednej prostopadłej piłki.
Piotr Ćwielong (napastnik Ruchu):
- Gramy dobrze i przegrywamy. W tamtym tygodniu ŁKS był drużyną lepszą od nas i podobnie jak my tutaj w Sosnowcu, przegrał spotkanie. Na pewno nie zmotywowała nas decyzja Wydziału Dyscypliny, bo w ogóle o tym nie rozmawialiśmy w szatni. Chcieliśmy tutaj jak najlepiej zagrać. Według mnie graliśmy lepiej jak Zagłębie, ale co zrobić? Taka jest piłka.
Zagłębie Sosnowiec - Ruch Chorzów 1:0 (1:0)
Strzelcy:
Pitry 45'
Kartki:
Zubanović, Malinowski, Butryn - Ćwielong, Klaczka
Składy:
Zagłębie: Bęben - Adžem, Kłoda, Malinowski (46' Butryn), Treściński - Achowski, Hošić, Paczkowski (59' Wolański), Skrzypek - Pitry (71' Chwalibogowski), Zubanović.
Ruch: Nowak - Balul (74' Markiewicz), Bartnik, Klaczka, Myszor - Bonk, Foszmańczyk, Wawrzyńczok (70' Pulkowski) - Bizacki, Ćwielong (63' Petasz), Śrutwa.
Arbiter: Piotr Aleksandrowicz (Mazowieckie KS)
Widzów: 5.000
Reszta par III kolejki:
Lechia Gdańsk - Widzew Łódź 2:1
Śląsk Wrocław - Podbeskidzie Bielsko-Biała 3:2
Heko Czermno - Jagiellonia Białystok 0:1
Finishparkiet Drwęca Nowe Miasto Lubawskie - Kujawiak Włocławek 1:3
Radomiak Radom - KSZO Ostrowiec Świętokrzyski 2:2
Piast Gliwice - Górnik Polkowice 0:0
Świt Nowy Dwór Mazowiecki - Polonia Bytom 3:2
ŁKS Łódź - Szczakowianka Jaworzno 2:2
Dotyczące meczu:
- zapowiedź,
- fotogaleria.