Stoper Toni Golem gra w tym sezonie fatalnie. Doszło do tego, że rozczarowani kibice na stadionie nie szczędzą mu przykrych słów. - Rozumiem to. Ja na przykład jestem fanem Hajduka Split i również byłbym zły, gdyby obrońcy chorwackiej drużyny grali tak słabo jak ja - przyznaje Golem.
Piłkarz latem przeszedł do Ruchu z Łęcznej. Zadebiutował w czwartej kolejce w derbach z Górnikiem Zabrze (0:1). Od tej pory grał we wszystkich spotkaniach ligowych w pełnym wymiarze czasu. Chorzowianie w składzie z nim dwa spotkania zremisowali, a pięć przegrali. To po jego błędach padło kilka goli dla rywali. Najbardziej pamiętny kiks to nietrafienie w piłkę w polu karnym w spotkaniu z Lechem (2:6). - Taka gafa zdarzyła mi się pierwszy raz w życiu - wspomina. - Zawaliłem także gola w ostatnim meczu z Odrą (0:2). Tak fatalnego sezonu nie miałem jeszcze w karierze - przyznaje.
Dlaczego Chorwat gra tak słabo? - Nie jestem źle przygotowany i nie mam także problemów z komunikacją na boisku (bardzo dobrze mówi po polsku - przyp. red.). Po prostu nie mogę się zgrać z resztą obrońców, skoro ciągle występujemy w innym ustawieniu - tłumaczy.
Mimo to trener Dusan Radolsky wciąż na niego stawia. - Każdy popełnia błędy. Wszyscy widzą jego złe zagrania, ale nikt nie zwraca uwagi na dobre - stwierdza szkoleniowiec "Niebieskich".
źródło: Przegląd Sportowy
for. Marcin Miler