Wczorajsza decyzja Wydziału Dyscypliny Polskiego Związku Piłki Nożnej wobec chorzowskiego Ruchu zaskoczyła całe śląskie środowisko piłkarskie. Podczas dzisiejszego treningu przygnębieni byli piłkarze, trenerzy i pracownicy klubu. – Nie wiem co powiedzieć. Wszyscy są w szoku – mówił Dawid Bartos. I rzeczywiście. Nawet dzisiejsza wypłata nie była wstanie wzbudzić uśmiechu na twarzy zawodników…
Włodarze klubu nie czekając na oficjalne pismo z Polskiego Związku Piłki Nożnej już wysłali odwołanie w sprawie wczorajszego werdyktu (6 ujemnych punktów i czternastomiesięczny zakaz dokonywania transferów – przyp. red.). - Ja będę w dalszym ciągu upierał się przy tym, że Sportowa Spółka Akcyjna działa zbyt krótko, by spłacać nie swoje długi. Jest to m.in. właśnie jeden z argumentów w odwołaniu, które dzisiaj wysłaliśmy do PZPN-u – poinformował dyrektor klubu, Krzysztof Ziętek.
W miejscu stanęła sprawa Przemysława Łudzińskiego i Tomasza Owczarka. Mimo, iż wczoraj obaj piłkarze podpisali specjalne umowy z chorzowskim Ruchem, to nadal nie wiadomo czy PZPN zgłosi tych piłkarzy do rozgrywek. Dyrektor Ziętek jest jednak realistą: - Obaj panowie podpisali z nami umowy przed zapadnięciem werdyktu. Zwracam się do Związku by to jeszcze uhonorować, bo przecież trudno tym piłkarzom powiedzieć dzisiaj „nie macie tu czego szukać, więc wracajcie do domu”.
Tymczasem jak się okazuje, dotkliwa kara nałożona przez WD Polskiego Związku Piłki Nożnej ma się nijak do tego, co może dopiero teraz spotkać chorzowski Ruch! - Widać, że atmosfera wokół PZPN jest taka a nie inna i nagle teraz wszyscy chcą się wykazać operatywnością. Werdykt, który został podjęty przez Wydział Dyscypliny jest dla mnie nieracjonalny. Bo jeśli ja mam zakaz transferów, to nie zbuduję drużyny. Jeśli nie zbuduję drużyny, to nie zdobędę sponsorów – wylicza poirytowany dyrektor klubu. - A jeżeli już jesteśmy przy tym temacie, to 26 lipca mieliśmy podpisać umowę ze sponsorem strategicznym, ale po artykułach w jednym z dzienników i wobec takiej atmosfery wokół piłki, odłożono moment podpisania tej umowy. Teraz to już nawet nie łudzimy się, że dojdzie do współpracy - dodaje.
W klubie wszyscy czekają również na reakcję głównego udziałowca klubu. Niestety w związku z wyrokiem PZPN-u trzeba brać także pod uwagę to, iż cierpliwość Mariusza Klimka może się wkrótce skończyć. – Niestety wobec całej tej sytuacji musimy się zapytać naszego właściciela czy będzie dalej działał w klubie, czy się wycofa. Jeśli stanie się to drugie, to klub upada! A co się wówczas stanie? Wtedy ci wszyscy wierzyciele udadzą się do Wydziału Dyscypliny po zaległe pieniądze. Nie pójdą przecież do upadłego klubu, bo wtedy nie będą mieli szans na ich odzyskanie – denerwuje się dyrektor.
- PZPN każe nas ujemnymi punktami. A przepraszam bardzo! Czym zawinili nasi piłkarze? - trafnie kończy Ziętek.