Z opóźnieniem dodajemy relację kibicowską z meczu Lech Poznań - Ruch Chorzów, za co przepraszamy. Jednocześnie pragniemy poinformować o aktualizacji działu
Wyjazdy. Zapraszamy do lektury.
Na mecz z Lechem mamy bardzo dużą mobilizację w naszych szeregach. Z wiadomych przyczyn. Niedawne wydarzenia, kosa, ekipa z tradycją itd. Zbiórkę na ten atrakcyjny kibicowsko wyjazd mamy o godz. 10 na dworcu PKP w Chorzowie Batorym. Wielu z nas przyjeżdża już godzinę wcześniej. Ostatnie zakupy w pobliskich sklepach i z niecierpliwością czekamy na specjala. Planowany odjazd o 10:30. Mijają kolejne minuty, a pociągu nie ma. W końcu w głośnikach rozlega się upragniona informacja i po chwili pakujemy się do wagonów. Około 11 ruszamy w drogę.
Jest z nami 40 Elanowców, których gościmy już od piątku. W Kępnie dosiadają się do nas jeszcze Widzewiacy w liczbie 40 głów i jedziemy łącznie w około 1180 osób. Kilkadziesiąt kilometrów przed Poznaniem zawisa nad nami helikopter i towarzyszy nam do samego stadionu. W mniej więcej tym samym czasie na równoległej do torów drodze pojawia się kilka suk, których ilość stale powiększa się z pokonywaną drogą.
Mimo opóźnienia, w stolicy Wielkopolski jesteśmy około 45 minut przed meczem. Przesiadamy się na autobusy przegubowe i jedziemy na Bułgarską. Towarzyszy nam kilkadziesiąt suk. Ruch drogowy zostaje zatrzymany, dzięki czemu szybko znajdujemy się pod stadionem, gdzie dołączają Niebiescy, którzy przyjechali autami. Wchodzenie na sektor trwa bardzo sprawnie. Standardowe obszukiwanie, oderwanie kawałka biletu i można się kierować do klatki.
Jest nas łącznie
około 1200 osób, bardzo dobrej bandy. Na płocie wywieszamy 6 flag: "Psycho Fans", "Radlin", krzyż "19 (R) 20", "Widzew Łódź", "Drezdenko" (Widzewa) i "Grupa Trzymająca Władzę" (Elany). Śpiewy zaczynamy już w trakcie rozgrzewki piłkarzy. Mamy ze sobą megafon i bęben. Często przebijamy się przez doping Lecha. Stwierdzamy to m.in. po częstych gwizdach miejscowych.
Pod koniec pierwszej połowy robimy niebiesko-białą baloniadę, która daje całkiem fajny efekt. Lech nie prezentuje żadnej oprawy.
Po przerwie nasz doping słabnie. Powodem jest kilka czynników. Brak napojów (trzeba przyznać, że Lech jak na taki stadion, ma bardzo słaby cattering dla przyjezdnych), zmęczenie podróżą i - delikatnie mówiąc - niekorzystny wynik. W miarę równo śpiewamy mniej więcej do momentu utraty czwartego gola. Kiedy Lech strzela kolejne dwa, nadal dopingujemy, ale nie daje to takiego efektu jak wcześniej.
Przez cały mecz trwa wymiana uprzejmości. Wszyscy, którzy przed spotkaniem mieli wątpliwości, co do tego, jakie stosunki są pomiędzy nami, a Lechem, na pewno je rozwiali.
Po końcowym gwizdku piłkarze dziękują nam za doping. Mimo porażki, również im dziękujemy i wspieramy ich w tych trudnych chwilach. Z sektora wychodzimy po 40 minutach. Na dworzec PKP jedziemy przegubami, do Chorzowa wyruszamy o 21:30. Na Górnym Śląsku meldujemy się o 3:20.
Następnego dnia jeszcze melanż z Elanowcami, a potem trzeba było wracać do codzienności, czyli pracy, szkoły, studiów. Aż do następnego meczu...
źródło: własne