Jego przejście do „Niebieskich” skutecznie odstraszała cena za wyszkolenie piłkarza. Prawdopodobnie chodziło o 50.000 złotych. Negocjacje na linii Chorzów – Wronki trwały bardzo długo. Krzysztof Ziętek (dyrektor klubu z Górnego Śląska) do końca starał się pozyskać młodego napastnika. Rozmowy sfinalizowane zostały we wtorek i Przemysław Łudziński podpisał kontrakt z chorzowskim Ruchem. Teraz należy tylko poczekać na zatwierdzenie zawodnika przez piłkarską centralę. O sytuacji tej porozmawialiśmy z młodym piłkarzem.
- Otrzymaliśmy wiadomość, że wczoraj podpisał Pan kontrakt z Ruchem Chorzów, czy to prawda?
- Tak, podpisałem. Właśnie dzisiaj wyjeżdżam z Wronek, więc myślę, że wieczorem będę już na Górnym Śląsku.
- Przez jaki okres czasu będzie ten kontrakt obowiązywał?
- Przez dwa lata, czyli do 2007 roku.
- Dlaczego negocjacje z działaczami Amiki tak długo trwały?
- Działacze z Wronek mieli na głowie organizację meczy ligowych, więc to było chyba główną przeszkodą. Przynajmniej ja mam taką nadzieję, że o to chodziło, a nie o jakieś powody osobiste.
- Był Pan testowany przez Polonię Warszawa, dlaczego się nie udało?
- Trener Polonii – Dariusz Kubicki – powiedział mi wprost, że poszukuje bardziej doświadczonego napastnika niż ja i na tym się skończyło. W stolicy nie miałem więc czego szukać.
- Jest Pan siódmym napastnikiem w kadrze trenera Fornalaka. Cały czas trwają również rozmowy w braćmi Jędrowskimi, możliwe że i oni dołączą do drużyny. Zatem czy nie boi się Pan rywalizacji o miejsce w podstawowej jedenastce?
- Rywalizacji o pierwszy skład się nie boję. Wydaje mi się, że dobrze jest gdy w zespole jest dużo napastników. Wtedy na treningach oraz meczach trzeba się pokazać, więcej z siebie dać, a przede wszystkim przekonać do siebie trenera. Taka sytuacja mi odpowiada.
- Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w nowym klubie.
- Dziękuję.