Jeszcze wiosną tego roku
Remigiusz Jezierski miał problemy z grą w drugoligowym Ruchu Chorzów. Dzisiaj jest liderem drużyny, która gra w pierwszej lidze. "Remik" nie tylko błyszczy formą, ale też dużą skutecznością.
Poprzedni sezon był bardzo udany dla Ruchu Chorzów. W cuglach wywalczył awans do pierwszej ligi. Remigiusz Jezierski jednak nie do końca był zadowolony, bo jak mówi, trudno o radość, skoro nie gra się w pierwszym składzie. Przemysław Łudziński, Łukasz Janoszka i Grażvydas Mikulenas byli w pierwszej kolejności wstawiani przez Marka Wleciałowskiego do wyjściowej jedenastki. "Jezier" mógł liczyć co najwyżej wejść na boisko z ławki rezerwowych. W tym sezonie to już jednak były zawodnik Górnika Łęczna rozdaje karty w zespole.
Czy spodziewałeś się, że Twoja kariera w Ruchu Chorzów nabierze tak dużego tempa?
Remigiusz Jezierski: - Ostatnie tygodnie rzeczywiście są dla mnie bardzo udane. Jestem w wysokiej formie, strzelam gole. To musi być powód do wielkiego zadowolenia. Choć jestem przekonany, że mogę grać jeszcze lepiej.
Jeszcze wiosną tego roku byłeś zmiennikiem. Dziś jesteś liderem drużyny.
- Nigdy nie wątpiłem w swoje umiejętności. Ludzie, którzy mnie otaczali, twierdzili, że mam duży potencjał. Jak widać nie potrafiłem go wykorzystać. Dotychczas brakowało mi głównie skuteczności. W tym sezonie wszystko się zmieniło. Zresztą jestem napastnikiem i robię to, co do mnie należy. Trzeba wykorzystać formę, bo nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdą słabsze dni. A na pewno przyjdą.
Nie bądź taki skromny. Rzadko, który zawodnik w Orange Ekstraklasie może pochwalić się czterema golami zdobytymi w zaledwie pięciu meczach. Tym bardziej jest to imponujące, gdyż jak wiemy, zmagałeś się z kontuzją. No właśnie, a jak ze zdrowiem, już wszystko w porządku?
- Ledwo co wyleczyłem rękę, a już przytrafiła się kolejna kontuzja. W meczu z Lechem Poznań doznałem urazu stawu skokowego. Zszedłem wcześniej z boiska, aby nie ryzykować. Noga jest nieco spuchnięta.
Jak myślisz, dlaczego Ruch od pięciu spotkań nie potrafi wygrać meczu?
- Główny problem polega na tym, że popełniamy zbyt dużo błędów indywidualnych przy utratach goli. Takie błędy nie powinny nam się przytrafiać, nie na tym szczeblu rozgrywek.
A może pierwsza liga to już za wysokie salony dla Ruchu?
- Ja tak wcale nie uważam. Toczymy wyrównane partie z każdym przeciwnikiem. Pomimo porażki 2:6 z Lechem, uważam, że graliśmy dobry mecz. Najgorsze jest to, że tracimy bramki w momencie, kiedy rywal gra gorzej od nas!
Przed wami arcyważne spotkanie z Wisłą Kraków. Ciężko będzie przełamać tę fatalną serię, w dodatku gracie z drużyną, która jest obecnie w gazie, walczy o mistrza Polski.
- W każdym spotkaniu jest ciężko. Nikt nie mówił nam, że w pierwszej lidze będzie łatwo. Z Wisłą będziemy walczyć o zwycięstwo, stać nas na to. Trzeba tylko uważnie zagrać w obronie, gdzie nie możemy popełnić błędów. Zagramy futbol otwarty, nie zamierzamy murować własnej bramki, jak to czyni większość drużyn.
źródło: pilkanozna.pl