- Wisła Kraków, ostatni niepokonany w tym sezonie zespół ekstraklasy, przyjeżdża do Chorzowa. - Zawsze musi być ten pierwszy raz. Czekam na wygraną - zaklina Gerard Cieślik, legendarny piłkarz niebieskich.
Spotkania dwóch uznanych zespołów przez długie lata były ozdobą ligowych rozgrywek. Cztery lata temu Ruch spadł jednak do drugiej ligi i powstała pustka, której wypełnić w żaden sposób się nie dało. Dla mnie Wisła zawsze była drugim najważniejszym klubem - opowiada Cieślik.
Gdy w 1959 r. znakomity napastnik kończył karierę, na pożegnalnego przeciwnika wybrał właśnie zespół spod znaku "Białej Gwiazdy". Z tej okazji do Chorzowa przyjechał sławny piłkarz Wisły Mieczysław "Messu" Gracz. Panowie serdecznie się wyściskali, a jako pożegnalny upominek Gracz wręczył Cieślikowi wspaniały sygnet z emblematem Wisły. - Pewnie, że mam go do dziś! Na co dzień zakładam jednak pierścień z logo Ruchu - pokazuje dłoń, na której pobłyskuje złoty sygnet.
Przyjaźń chorzowianina i krakusa zaczęła się na zgrupowaniu reprezentacji. - Miałem 19 lat i przyznam, że w nowym towarzystwie czułem się nieswojo. Gracz otoczył mnie opieką. A jak on grał! Ile ja bramek po jego podaniach strzeliłem - uśmiecha się Cieślik. Kibicom, których dziwi niecodzienny pseudonim Gracza, warto wyjaśnić jego pochodzenie. Otóż Gracz dosyć niewyraźnie wymawiał słowo "mecz". Kiedy mówił o meczu, to słyszało się, jakby mówił o... messu.
Na przełomie lat 40. i 50. przyjaźń Ruchu i Wisły była głośna na całą Polskę. W 1951 r. ligę wygrali krakowianie, ale z mistrzostwa cieszyli się niebiescy. Wtedy to bowiem jedyny raz w historii polskiej piłki na wzór radziecki przyznano tytuł zdobywcy Pucharu. - Może i dziwnie. Zasady były jednak jasne przed sezonem i nikt się z tego powodu nie oburzał - tłumaczy Cieślik. Po latach przyjaźń niestety poszła w zapomnienie. W 1998 r. chuligani z Krakowa niemal nie zakończyli żywota chorzowskiej Omegi, gdy podczas meczu na Cichej zdewastowali historyczny zegar, który wcześniej przetrwał wojnę i okupację.
Bez głupich błędów!
Kto myśli, że Ruch jest bez szans, niech wspomni ubiegłoroczny mecz w Krakowie w ramach rozgrywek o Puchar Polski. Skazywani na wysoką porażkę chorzowianie zagrali świetne spotkanie i pokonali rywala 2:1. - Wisła to już inny, chyba jednak dużo lepszy zespół. Ale nasz potencjał też jest wysoki - zastrzega Tomasz Sokołowski, pomocnik niebieskich.
Trener Duszan Radolsky oczekuje, że jego piłkarze zostawią serca na murawie. - Jeżeli cała jedenastka będzie w formie i zagra dobry mecz, to wszystko jest możliwe. Piłkarze z Krakowa to nie są nadludzie. Grają dobrą piłkę, ale też przytrafiają im się okresy słabszej gry - przypomina.
Słowak liczy, że do niedzieli o urazach zapomną Ariel Jakubowski i Remigiusz Jezierski. Z powodu czerwonej kartki na boisko nie wybiegnie Ireneusz Adamski.
Jak muszą zagrać niebiescy, by wygrać? - Odważnie! - zachęca Cieślik. - Odpowiedzialnie. Każdy musi być skoncentrowany od pierwszej minuty. Żadnych głupich błędów, żelazna dyscyplina taktyczna. No i wszystko poparte skutecznością. Jeżeli będziemy mieć cień szansy na zdobycie gola, to musimy ją wykorzystać. Wisłę można ograć. Proszę pamiętać, jak męczyli się w Wodzisławiu [było 2:2 - przyp. red.] - podkreśla Sokołowski.
Łukasz Janoszka, młody napastnik Ruchu: - Musimy jak najdłużej utrzymywać się przy piłce. Wisła to rywal z najwyższej półki, żeby z nimi wygrać, sami musimy być w najwyższej formie.
Radolsky: - Nie chcę mówić o recepcie na Wisłę, bo musiałbym oceniać rywali, a tego nie lubię. Liczę na punkty. Na razie wszyscy chwalą nas za styl, gdy jednak zacznie nam brakować punktów i zaczniemy grać po presją, nikt nie będzie o tym pamiętał.
Piwo pod Sukiennicami
Na koniec o piłkarzach, którzy łączą oba kluby. O sile obrony Wisły już od siedmiu lat stanowi niebieski, Marcin Baszczyński, do którego latem dołączył kolejny chorzowianin, czyli Piotr Ćwielong. W kadrze Ruchu brakuje dziś krakowian, ale warto dodać, że jeszcze kilka lat temu było ich aż za dużo. Z krakowskich klubów na Cichą trafili wtedy: Jakub Wierzchowski, Sławomir Paluch, Bartłomiej Jamróz, Łukasz Surma czy Rafał Kwieciński. Małopolski zaciąg nie wyszedł niebieskim na dobre. Miejscowi twierdzili, że jeszcze pod prysznicami piłkarze zakładali się, za ile minut wypiją piwo pod Sukiennicami. Rekordziści nie potrzebowali więcej niż 50!
Dodajmy, że na prośbę kibiców ceny biletów na to hitowe spotkanie nie będą wyższe niż zwykle - 20, 30 i 40 zł (i tak będzie do końca rundy). Wejściówki można kupować w przedsprzedaży w stadionowych kasach. Początek niedzielnego meczu o godzinie 19.15 - bezpośrednią transmisję przeprowadzi Canal+.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice