Po wysokiej porażce z Lechem Poznań trener Duszan Radolsky nie zostawił na swoich piłkarzach suchej nitki. Pracownicy klubu mówią, że tak wzburzonego Słowaka jeszcze nie widzieli. Krzyk Radolskiego dochodzący zza zamkniętych drzwi szatni niósł się po całym budynku!
Sześć straconych bramek odchorował Matko Perdijić, bramkarz niebieskich. - Puścić tyle goli to nic przyjemnego. Przytrafiło mi się to drugi raz w życiu. Pierwszy raz wyciągałem piłkę z siatki sześć razy jeszcze w lidze chorwackiej. O takim meczu trzeba jak najszybciej zapomnieć - tłumaczy.
- Tak wysoka porażka to dla naszej drużyny na pewno sroga kara. Kara za ofensywną grę. Za grę, w której liczy się przede wszystkim strzelanie goli, a nie murowanie bramki. Gramy ciekawą piłkę. To właśnie takie drużyny najbardziej cenią kibice. To chyba nie przypadek, że nasze mecze prawie co tydzień można oglądać w Canal + - mówi Dariusz Smagorowicz, sponsor i działacz niebieskich.
Dla klubu to nie tylko splendor, ale i czysty zysk - około 60 tys. zł za każdy transmitowany mecz. Najbliższe takie spotkanie już w niedzielę. Na Cichą przyjedzie niepokonana w tym sezonie Wisła Kraków (godz. 19.15). - Zawsze musi być ten pierwszy raz - robi nadzieje Perdijić.
Wcześniej, bo już w środę, Ruch zagra w Chorzowie z Górnikiem Łęczna w 1/16 finału Pucharu Polski (godz. 18).
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice