Chorzowianie w meczu z ŁKS-em Łódź zdobyli pierwsze punkty tej jesieni. Ojcami tego sukcesu można niewątpliwie nazwać trzech zawodników: Krzysztofa Bizackiego, Grzegorza Bonka i Marcina Klaczkę. "Bizak" po znakomitym podaniu Bonka zdobył jedynego gola, który dał "Niebieskim" trzy punkty. "Klakier" natomiast dwa razy wybijał piłkę z linii bramkowej. Poniżej prezentujemy pomeczowe wypowiedzi wyróżnionych graczy.
Krzysztof Bizacki (napastnik Ruchu):
- Czy czuje się Pan bohaterem tego spotkania?
- Nie! Grała przecież cała drużyna. Razem wywalczyliśmy zwycięstwo i to jest najważniejsze. Mogliśmy wygrać nawet 2:0 i 3:0. Niestety zmarnowaliśmy te sytuacje. Najważniejsze jest to, że walczymy. Mam nadzieję, że to zwycięstwo zapoczątkuje kolejne.
- ŁKS był groźny, ale zabrakło mu jakby napastników. Sądzi pan, że jest to taki tygrys bez głowy? ŁKS ma tylko jeden punkt, a w dodatku nie ma bramki na swoim koncie.
- To znaczy trudno powiedzieć. Ja uważam, że meczu na Widzewie nie powinniśmy przegrać. Mieliśmy tam kilka sytuacji. To jest piłka – raz się wygrywa, raz się przegrywa. No akurat myśmy mieli mniej szczęścia i przegraliśmy pierwszy mecz. A tutaj z przebiegu gry powinien być remis, no ale mamy trzy punkty i z tego się cieszymy - to jest chyba najważniejsze.
- Będzie to początek podróży Ruchu w górę tabeli?
- Ja mam taką nadzieję, że będziemy walczyć i będziemy zdobywać to co najważniejsze, czyli punkty.
- Nie jest Pan zaskoczony nikłą frekwencją na trybunach?
- No na pewno jest sezon wakacyjny, ludzie odpoczywają. Z pewnością musimy przekonać do siebie kibiców po tamtej rundzie i będziemy w każdym meczu walczyć i dawać z siebie wszystko. Oby tylko na boisku była walka. A jeżeli będzie walka to i będą punkty.
- Gdy Pan wybiegał na bramkarza, kiedy była decyzja do mijania czy strzału?
- Mi się wydaje, że chyba czekał na moją lewą nogę. Akurat poszedłem na moją słabszą nogę i udało się strzelić.
- Kto asystował przy Pana bramce?
- To był Grzegorz Bonk. Naprawdę obsłużył mnie świetnym prostopadłym podaniem. Takich podań nam brakuje. Jest to chyba klucz do zwycięstw.
- Ale przyzna Pan, że w końcówce było gorąco?
- No tak. Uważam, że nie zasłużyliśmy na porażkę w Łodzi na Widzewie. Tutaj z przebiegu gry chyba ŁKS zasłużył na remis. Tak jak już mówiłem to jest piłka. Tam przegraliśmy, a tutaj wygraliśmy. Cieszymy się bardzo z trzech punktów.
Grzegorz Bonk (pomocnik Ruchu):
- Bałem się, że Leszczyński może tą piłkę przeciąć. Na szczęście tak się nie stało, a Krzysiu zachował się jak profesor. W pierwszych 10 minutach mieliśmy 2-3 sytuacje. Potem Mariusz miał w drugiej połowie świetną okazję. Trudno. Ważne, że wygraliśmy i nie ważne w jakim stylu. Cieszy mnie to, że zagraliśmy z tyłu na zero, bo na Widzewie straciliśmy głupie bramki.
Marcin Klaczka (obrońca Ruchu):
- Igor Sypniewski jest bardzo dobrym zawodnikiem, napsuł nam wiele krwi. Mimo, że nie strzeliliśmy więcej bramek, to nic nie szkodzi. Ważne, że zespół wygrał. To jest najważniejsze.
Dotyczące meczu:
- zapowiedź,
- opis,
- fotogaleria.