Uczniowie z chorzowskiej podstawówki nr 15 przyjdą w czwartek do szkoły z nowymi plecakami. Ich koledzy pewnie spłoną z zazdrości, bo szkolne wyprawki sprezentowali piłkarze niebieskich.
W pokoju Katarzyny Sobstyl, prezes Ruchu, zaroiło się w środę od niecodziennych gości. Dzieci przestępowały z nogi na nogę, wcinały cukierki i ukradkiem spoglądały w kierunku drzwi. - Będzie Wojtek Grzyb? Bo ja mam jego autograf - dopytywał się jeden z chłopców.
Działacze niebieskich zaprosili uczniów chorzowskiej podstawówki, by przekazać im szkolne wyprawki. - To piękny gest. Dla wielu rodziców wyprawienie do szkoły jednego malucha to już spory wydatek, a gdy dzieci jest więcej, to mamy problem - mówiła Kornelia Rajca, katechetka i nauczycielka języka polskiego. Na Cichą przyszło 18 dzieci, ale dwie nauczycielki, które opiekowały się grupą, zdradziły, że chętnych było dużo, dużo więcej.
Gdy po chwili oczekiwania w drzwiach pojawili się piłkarze, rozmowy ucichły. Wojciech Grzyb, Ireneusz Adamski, Tomasz Sokołowski i Remigiusz Jezierski pewnie wkroczyli między tłum dzieciaków. Każdy z piłkarzy starał się coś przekazać młodzieży. Zaczął Adamski, który przypominał, że by zostać dobrym piłkarzem, trzeba najpierw być dobrym uczniem. Grzyb namawiał, by nie migać się od zajęć wychowania fizycznego, a Jezierski - chociaż jest świeżo po kontuzji - z uśmiechem stwierdził, że sport to zdrowie. Sokołowski dostrzegł, że wśród dzieci są też dziewczynki i pocieszał je, że są też inne dyscypliny sportu i wcale nie muszą zostać piłkarkami.
Po chwili rozmowy zawodnicy zaczęli rozdawać uczniom plecaki wypełnione szkolnymi przyborami. Firma Reporter - główny sponsor klubu - dołożyła też do wyprawki niebieską koszulkę, kubek i zdjęcie drużyny, a pani prezes zaprosiła dzieci na najbliższy mecz Ruchu.
Dzieci były podekscytowane. 11-letni Dawid Bolesta martwił się, że w Ruchu nie ma już Piotra Ćwielonga, ale dodał, że nadal kibicuje Grażvydasowi Mikulenasowi. Monika Opałka stwierdziła, że na piłkarzach Ruchu się nie zna i na mecze nie chodzi, ale o wszystko zapyta brata Tomka. - To pierwsze takie spotkanie, ale na pewno nie ostatnie - zapewniła prezes Sobstyl.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice