Jezierski zaliczył powrót w hollywoodzkim stylu, bo nie był w pełni zdrów i miesiąc nie grał z powodu urazu barku. Brak doświadczonego napastnika w składzie odbił się na dorobku punktowym Ruchu. Na kolejną porażkę w ładnym stylu zanosiło się na stadionie Widzewa.
- Gdy traciliśmy gole pomyślałem: „znowu”! Dlaczego? Bo nasza gra na tle przeciwnika nie wyglądała źle, ale to on strzelał gole. Co się stało, że się nie załamaliśmy? Mimo, że nie szło, to trenerem powtarzał, że gramy dobrze i nie mamy nic zmieniać, mamy nadal robić to samo - zdradza chorwacki obrońca Toni Golem.
As w rękawie
Duszan Radolsky wyciągnął asa z rękawa. Posłał na boisko Jezierskiego, który w dużym stopniu przyczynił się do zwycięstwa z Dyskobolią. Był w gazie od początku sezonu, ale kolorowy sen przerwał uraz barku odniesiony przed miesiącem w meczu z Cracovią. Na początku zdiagnozowano, że „Jezier” może już jesienią nie zagrać. Ostatecznie skończyło się na tygodniu w gipsie i powolnym powrocie. Do Łodzi pojechał, ale w pierwszym składzie nie wyszedł, bo bark nadal miał posklejany plastrami. - Brawo za odwagę. Grał z opatrunkiem, a mimo to dał z siebie wszystko! Cieszy mnie, że regularnie już nasi rezerwowi wchodzą na boisko i wnoszą tyle ożywienia. Z Koroną też tak było - przypomina Duszan Radolsky.
Jezierski swoimi dryblingami siał popłoch w szeregach obronnych Widzewa. Efekt? Najpierw wywalczył karnego, a potem w asyście trzech bezradnych rywali posłał piłkę do siatki.
Powstali z kolan
Zanim „niebiescy” pokusili się o kontaktowe trafienie, trzeba było się zmobilizować. I tu 32-letni napastnik też wiódł prym. - Staram się w takich momentach nie myśleć o wyniku, tylko robić to co potrafię najlepiej. Krzyczałem do chłopaków, że mamy jeszcze czas, że wystarczy jedna bramka i wracamy do gry - przyznaje „Jezier”, który swoim dobrym występem mocno zapukał znów do pierwszego składu Ruchu. - Rywalizacja w ataku jest bardzo duża. I dobrze! Mnie cieszy, że wytrzymaliśmy fizycznie, bo dzięki temu udało się powstać z kolan - dodaje Duszan Radolsky. Słowacki trener liczył na zwycięstwo, ale punktem nie gardzi. Nie zmienia, to faktu, że „niebiescy” są co bardziej głodni wygranej. - Mnie jeszcze w Ruchu wygrać się nie udało, choć gramy nieźle, a atmosfera w szatni jest rewelacyjna. Teraz seria naprawdę trudnych meczów, ale nie boimy się nikogo – zapewnia Toni Golem.
źródło: Sport
fot. Marcin Miler