Wojciech Grzyb od momentu przyjścia do Chorzowa czeka na gola zdobytego na Cichej. Na wyjazdach kapitan Ruchu strzelił już 8 ligowych bramek, ale u siebie ciągle nie mógł wpisać się na listę snajperów. Trwającą półtora roku strzelecką niemoc popularny "Grzybek" przełamał dopiero w niedzielnym benefisie Dariusza Gęsiora zaliczając swoje historyczne trafienie.
- Cieszę się, że ta bramka w końcu wpadła. Mam nadzieję, że jest to dobry prognostyk przed następnymi meczami ekstraklasy. Jestem cierpliwym człowiekiem i na ligowego gola w Chorzowie mogę jeszcze trochę poczekać, byle byśmy tylko wygrali wrześniowe spotkania na Cichej z Zagłębiem Lubin i Wisłą Kraków. Łatwo na pewno nie będzie, bo najbliżsi rywale to ścisła krajowa czołówka - powiedział Wojciech Grzyb. Chorzowianie po remisie z Widzewem mieli dwa dni wolnego, a dzisiaj rozpoczynają solidne treningi. Duszan Radolsky planuje w każdym dniu przeprowadzić po dwa zajęcia, a zwieńczeniem tygodnia będzie zaplanowany na sobotę towarzyski mecz z Pasjonatem, który rozegrany zostanie w Dankowicach o godz. 15.00.
źródło: Dziennik Zachodni