Zaczął kopać piłkę w niebieskiej koszulce Ruchu i w niebieskiej koszulce ją zakończył. - Żal, że to już koniec - smucił się Jan Gosławski, pierwszy trener piłkarza.
Gdyby kiedyś w słynnym Sevres pod Paryżem ktoś obok wzorca metra chciał umieścić wzorzec solidnego piłkarza, powinien bez chwili wątpliwości pomyśleć o Dariuszu Gęsiorze.
- Ten dzień musiał kiedyś przyjść. Wiek, zdrowie... Organizmu nie oszukam - tłumaczył.
38-latek w czasie liczącej ponad 20 lat kariery grał w sześciu klubach i wszędzie stawiano go za wzór. Dwukrotny mistrz Polski (Ruch i Widzew), zdobywca Pucharu Polski (Ruch i Wisła Płock) i przede wszystkim srebrny medalista igrzysk w Barcelonie (1992).
- Pan Bóg obdarzył go wielkim talentem. Do tego doszły zadziorność, inteligencja, ambicja... i oto mamy piłkarza kompletnego - mówił Jan Gosławski, pierwszy trener piłkarza.
Szkoleniowiec z trudem przypomina sobie dzień, gdy Gęsior pojawił się na jego treningu. - Trafił się podczas wielkiej selekcji chłopaków ze wszystkich chorzowskich szkół. Dzięki niemu zdobyliśmy pierwsze mistrzostwo Śląska trampkarzy. Na początku był napastnikiem, dopiero później poszedł do pomocy - wspominał
Gęsior zaprosił na swój benefis prawie 70 piłkarzy, z którymi grał i rywalizował podczas swojej przygody z piłką. Ci rozegrali mecz Ruch kontra Przyjaciele, a Gęsior solidarnie zagrał po połowie w każdym z zespołów.
Niecodziennym gościem w tym gronie był Artur Partyka. Rekordzista Polski w skoku wzwyż zagrał w koszulce z numerem... 2,38, bo właśnie nad tak wysoko zawieszoną poprzeczką potrafił latać. - Darek grał na wyższym poziomie, niż ja skakałem - uśmiechał się Partyka, którego poznał z Gęsiorem Grzegorz Mielcarski. Były napastnik reprezentacji Polski chyba bardzo lubi skok wzwyż, ponieważ wczoraj próbował przeskoczyć flopem nad ławką rezerwowych! Na szczęście zrezygnował w połowie próby.
Na zaproszenie Gęsiora odpowiedzieli najwięksi, a wśród nich sam Krzysztof Warzycha, który specjalnie z okazji benefisu wsiadł w samolot i przyleciał z Aten. - Pamiętam czasy, gdy Darek wchodził do zespołu. Starałem mu się pomóc, tak jak mnie pomogli przed laty starsi piłkarze. Szybko stał się ważnym ogniwem Ruchu. Jego gol w Zabrzu pomógł nam sięgnąć po ostatnie mistrzostwo Polski dla Chorzowa - mówił "Gucio".
Bramkarz Radosław Majdan zwracał uwagę na to, że Gęsior nigdy nie miał wrogów. - Zawsze łączył, nigdy nie dzielił. Profesjonalista pełną gębą - podkreślał.
Franciszek Smuda, trener, który prowadził Gęsiora w Widzewie Łódź, też żałował, że to już koniec. - Miał chłopak charakter. Dlatego grał w Widzewie - śmiał się.
Na szczęście nazwisko Gęsior nie zniknie z boisk, bowiem piłkę kopie już dziewięcioletni syn Bartek. - Ma więcej talentu ode mnie - zapewnił ojciec. Gęsior oficjalnie zakończył karierę, ale to nie oznacza, że żegna się z piłką. Na Cichej nie brakuje osób, które widzą w nim przyszłego dyrektora bądź prezesa Ruchu. I ta przyszłość wcale nie musi być tak odległa...
Cały dochód z wczorajszego benefisu został przekazany na leczenie 10-letniego Macieja Wójcika. Młody piłkarz Ruchu miał podczas zeszłorocznych wakacji wypadek, na skutek którego przebywa w śpiączce pourazowej.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice