Nikt nie lubi przegrywać, ale porażka to nie tragedia. Nią jest śmierć zawodnika Sevilli - podkreśla szkoleniowiec Ruchu Chorzów, Duszan Radolsky.
Ma posłuch w szatni. Poza dużym szacunkiem ze strony zawodników Ruchu cieszy się również ich sympatią. Duszan Radolsky zaraża uśmiechem i profesjonalizmem. Na Cichej spędza niemal cały dzień. A ten rozpoczyna bardzo wcześnie. - O 6.30 czytam gazety, kwadrans na serię ćwiczeń i pora ruszać do klubu. Zawsze witam swoich zawodników. Żeby każdy z nich z taką radością czekał na treningi - śmieje się słowacki trener i od razu zaznacza, że chorzowskim piłkarzom i tak zarzucić nic nie może. - Naprawdę jestem z nich zadowolony. Aż uciecha patrzeć jak ambitnie pracuje taki doświadczony Irek Adamski - mówi Radolsky.
...rodzina
Radolsky jest pracoholikiem. Piłce poświęcił niemal całe życie. - Pochodzę z biednej rodziny. Ojciec szybko zmarł, a mama chorowała. Nauczyłem się szacunku do pracy. Obecnie jestem szczęśliwym człowiekiem. Zarabiam, robiąc to, co lubię - podkreśla. Radolsky mieszka na co dzień w Katowicach i jeździ klubowym samochodem. Na Słowacji zostawił dwie córki. Monika jest „fanatykiem sportu”. Na mecze piłkarskie jeździła z tatą od zawsze, więc nie dziwi, że została dziennikarką sportową. - Wanda ma inne zainteresowania. Pracuje w firmie międzynarodowej, jest tłumaczem. Z obu jestem szalenie dumny - zapewnia. Duszan nie umie się już doczekać przyjazdu żony Wiery, która zajmuje się wnuczkami. - Razem jesteśmy już 40 lat, ale znamy się od dzieciństwa. Moim oparciem zawsze były kobiety. Kiedyś mama, a teraz żona i dwie córki. Wiera jest spokojniejszą „połówką” w naszym związku, ja jestem cholerykiem. No i nikt tak nie gotuje, jak moja żona - zachwala Duszan.
...stres i cierpliwość
Kiedyś Radolsky mecze przeżywał bardzo mocno. - Mierzyłem sobie tętno. Dochodziło do 180 uderzeń na minutę, a nawet 200! Przyznam, że nawet i teraz mam problemy ze snem - zdradza. Bywa, że w środku nocy potrafi złapać wenę, a wtedy wychodzi z łóżka i w swoim zeszycie notuje zdania, które potem wykorzystuje na odprawach. - Można powiedzieć, że jestem małym poetą - przyznaje z uśmiechem. Jego notatki ważą tony! Prócz sentencji i wycinków prasowych, każdy mecz mistrzostw świata i Europy - od 1982 roku - został przez niego rozebrany na czynniki pierwsze. Identycznie jest z ligą i grami kontrolnymi. Zakres robionych przez niego i asystenta Tomasza Fornalika analiz poraża dokładnością. - Mecze o stawkę zapisuję na czerwono, sparingi na zielono, a treningi na brązowo. Dzięki nim dowiedziałem się, że Ariel Jakubowski ustanowił z Koroną rekord. Miał kontakt z piłką aż 80 razy! - wskazuje Radolsky.
Mistrzostwa w Niemczech podsumował w 24 punktach. Pierwsze dwa wnioski sugerują, aby uderzać z dystansu i grać wyłącznie po ziemi. - Piłkarze Ruchu chcą się uczyć, ale teraz potrzebna im jest cierpliwość. Oni przez półtora roku niemal ciągle wygrywali, ale po awansie poprzeczka została podwyższona. Nikt nie lubi przegrywać, ale prawdziwym dramatem jest tak naprawdę śmierć zawodnika Sevilli. Gra w piłkę to zabawa - zaznacza.
...popularność
Na śląskich ulicach nie wzbudza sensacji. Przechadza się po parku Kościuszki i katowickich centrach handlowych niezaczepiany. - Ludzie spoglądają, szepczą pod nosem moje nazwisko, ale nikt nie podchodzi. Będąc trenerem Dyskoboli i jadąc na zakupy do Poznania było to nie do pomyślenia. Raz rozdawałem autografy przez ponad godzinę! Ale mi to problemów nie sprawia. Lubię kibiców, oni są moimi asystentami, bo to oni wywierają dodatkowy nacisk na zawodników - zauważa Radolsky. Po etapie pracy z Dyskobolią, był rozpoznawany nawet w Zakopanem i... irlandzkim Cardiff, gdzie został przyuważony przez polonię, gdy pracował dla słowackiej telewizji. - Mówią, że jestem dobrym komentatorem. Swoją drogą możemy wam pozazdrościć, że o sporcie tak dużo się tu pisze i mówi. Mecze naszej I ligi w ubiegłym sezonie w ogóle nie były pokazywane w TV - kręci głową.
...ulubieńcy
Radolsky chwali się, że przeszedł każdy szczebel piłkarskiego rzemiosła. Był amatorskim zawodnikiem, potem w wieku 24 lat rozpoczął karierę trenerską. Zaliczył kilka awansów, parę klubów uratował przed spadkiem. Był na wszystkich kontynentach, poza Antarktydą. Ma zatem porównanie mentalności różnych nacji. - Polacy są pewniakami i potrafią radzić sobie w życiu. Moi rodacy nie umieją tak sprzedać swoich umiejętności. Futbol? Słowaccy zawodnicy przykładają się do taktyki, zaś Polacy często o tych zadaniach zapominają - twierdzi Duszan.
Radolsky bardzo ciepło wspomina Andrzeja Niedzielana, a także Marka Mintala. Drugiego z wymienionych wyciągnął z III ligi, ten zaś został - dwa lata temu - królem strzelców Bundesligi, w barwach FC Nuernberg.
- Lubię stawiać na młodość. Ufam Łukaszowi Janoszce. Wierzę w Macieja Sadloka i Michała Haftkowskiego - podkreśla wykształcony nauczyciel. Radolsky uzyskał dwa stopnie magistra, a kiedyś pracował jako... projektant związany z metalurgią. - Stąd zamiłowanie do rysunków technicznych, którymi obecnie jest rozpracowana taktyka każdego następnego rywala.
...korupcja
Nawet misternie nakreślony plan działania bierze w łeb, gdy błędy popełniają sędziowie, a to przytrafia się Ruchowi ostatnio bardzo często. - Bywa, ale my też nie jesteśmy bez winy. Z Koroną zagraliśmy naprawdę dobrze i gdybyśmy strzelili jako pierwsi gola, to mecz mógłby się ułożyć zupełnie inaczej - wzdycha. Gdy mówi się o arbitrach, cisną się na usta pytania związane z korupcją. - Przyznam, że jeszcze nim trafiłem do Polski zdarzało się, że mówiono mi, że niezależnie jak zagra moja drużyna, to i tak przegram. I tak było. Nie miałem jednak dowodów, że coś było nie tak. Do mnie nikt nie dzwonił, ani nie podchodził z pytaniem, czy moja drużyna może odpuścić mecz. Zresztą długo byśmy nie rozmawiali, bo nie wiem co bym mu zrobił. Nie po to uczę swoich zawodników zasad fair play, aby do czegoś takiego się dopuścić. Wolę jeść chleb z wodą niż brać brudne pieniądze - twardo zaznacza.
...zainteresowania
Odnośnie jedzenia! Duszan Radolsky nie lubi zmywać, dlatego nie gotuje. - Jestem na diecie. Na zimno przyszykuję sobie tylko śniadanie i kolację. Obiad jem w restauracji. Lubię bigos, fasolkę i kurczaka z grilla - przedstawia swoje kulinarne menu prawdziwy „mól książkowy”. Szkoleniowiec „niebieskich” ma w swoich zbiorach 2,5 tysiąca różnych publikacji! Poza tymi związanymi z piłką nożna, można w nich znaleźć dzieła Mario Puzo i kryminały, które z taką samą chęcią ogląda w telewizji. Muzyka? - Nie unikam klasycznej, ale wykonawcą którego darzę szczególną sympatią, jest Elvis Presley - odpowiada. Radolsky uwielbia też krzyżówki, scrabble i sudoku. - Nie wie pan, co to jest? Japońska gra, która jest po prostu super - poleca Słowak, który wątek zainteresowań kończy piłką. - Ona jest priorytetem. Ostatnio oglądam szczególnie grę Chelsea. Mieć takich dwóch defensywnych pomocników, jakich ma Jose Mourinho... Musimy oszczędzać pieniążki, bo czy ze mną, czy beze mnie, Ruch wymaga zimą wzmocnień - dodaje Duszan Radolsky.
źródło: Sport
fot. Marcin Miler