Przed meczem z Widzewem niebiescy myślą nie tylko o taktyce, ale i o tym, jak nie dać sędziom nawet cienia powodu, by ci podyktowali przeciwko Ruchowi kolejny rzut karny.
Wystarczy wejść do budynku klubowego na Cichej, by przekonać się, czym żyją chorzowscy piłkarze. - A mówiłem, że żadnego karnego nie było! - podnosi głos Ireneusz Adamski. To właśnie po zagraniu obrońcy Ruchu w ostatnim meczu z Koroną Kielce sędzia odgwizdał jedenastkę, która przesądziła o porażce niebieskich. Na powtórkach telewizyjnych wyraźnie widać, że faulu nie było.
- Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem. Za nami pięć kolejek, a już straciliśmy trzy gole po karnych, których nie było. Do tego trzeba doliczyć bramkę z meczu z Cracovią. Wtedy był rzut wolny, a faulu również nie było - przypomina Grzegorz Baran, obrońca niebieskich.
- Nie da się ukryć, że taka dawka błędów w meczach Ruchu to trochę za dużo. Ale nie można też wszystkiego zwalać na sędziów, bo sami też moglibyśmy zagrać skuteczniej - dodaje Tomasz Sokołowski, pomocnik drużyny.
- Uciekają nam punkty, uciekają nam premie. Ale najgorsze jest to, że w końcu przypnie nam się łatkę, że dołujemy, że gramy słabo. A to przecież nieprawda - irytuje się Duszan Radolsky, szkoleniowiec Ruchu.
Dlatego przed sobotnim meczem z Widzewem niebiescy mają plan. - Musimy trzymać rywala jak najdalej od naszego pola karnego. Nie dać sędziemu nawet cienia pretekstu, by mógł odgwizdać przeciwko nam karnego czy rzut wolny blisko szesnastki - dodaje Baran.
- Plan dobry, ale trudny do zrealizowania. Przed nami mecze z Zagłębiem Lubin czy Wisłą Kraków. Te zespoły mają tak cwanych napastników, że ci zawsze znajdą jakąś dziurę w naszej obronie - mówi Radolsky.
"Spryciarza" w ataku ma też Widzew. To Grzegorz Piechna, były król strzelców polskiej ekstraklasy, który wraca do ligi po okresie spędzonym w Torpedo Moskwa. - Był skuteczny w czwartej, trzeciej, drugiej, wreszcie pierwszej lidze. To urodzony snajper! Jego obecność na pewno doda kolegom sił - przestrzega trener Ruchu.
- Ciężko powiedzieć, w jakiej jest formie. Nikomu nie trzeba jednak przypominać, jak skuteczny potrafi być "Kiełbasa". Musimy na niego uważać - tłumaczy Baran. Obrońca Ruchu rozegrał w ekstraklasie dopiero pięć spotkań, ale już wie, czego musi wystrzegać się najbardziej. - Błędów! W drugiej lidze wiele wpadek uchodziło nam bezkarnie, a teraz wystarczy chwila słabości, a napastnicy już wystawiają nam rachunek - podkreśla.
Na spotkanie w Łodzi z niecierpliwością wyczekują też kibice Ruchu, którzy wreszcie będą mogli dopingować swój zespół podczas meczu wyjazdowego (wcześniej obowiązywała kara Wydziału Dyscypliny). Atmosfera na stadionie Widzewa na pewno będzie wyjątkowa, bowiem fanów obu drużyn łączy wieloletnia przyjaźń.
- Pewnie, że o tym pamiętamy, ale na boisku zostaje tylko szacunek. Po dwóch ostatnich porażkach musimy przywieźć do Chorzowa punkty. Obowiązuje koncentracja od pierwszej minuty. Atakujemy, a już myślimy o obronie i odwrotnie. Musimy być czujni, bo kolejnego karnego z kapelusza już nie przeżyję - uśmiecha się Sokołowski. W drużynie Ruchu na urazy i choroby narzekają Adamski, Marcin Klaczka i Krzysztof Nykiel. Dodajmy, że piłkarzem chorzowskiej drużyny nie jest już Przemysław Łudziński, który na najbliższe pół roku został wypożyczony do Śląska Wrocław.
Początek sobotniego spotkania z Widzewem o godz. 18.
Karne i wolne, których nie było:
I kolejka (Groclin - Ruch): niebiescy stracili gola z karnego podyktowanego za zagranie ręką Ireneusza Adamskiego. Powtórki telewizyjne nie potwierdziły decyzji arbitra.
II kolejka (Cracovia - Ruch): o porażce drużyny zadecydował rzut wolny, po faulu... którego nie było. Tomasz Moskała nabrał sędziego, bo Grzegorz Baran nawet nie dotknął piłkarza z Grodziska.
IV kolejka (Górnik - Ruch): tym razem sędziego oszukał w polu karnym Dawid Jarka, Napastnik Górnika efektownie przeleciał nad Robertem Mioduszewskim i Ruch stracił bramkarza (czerwona kartka), a po chwili gola po skutecznie wykonanej jedenastce.
V kolejka (Ruch - Korona): Maciej Kowalczyk, napastnik drużyny z Kielc, przewrócił się w polu karnym, symulując nieczyste zagranie Adamskiego. Sędzia znowu dał się nabrać.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
fot. Marcin Miler